piątek, 29 listopada 2013

Mieszkaniowo i nie tylko...

Pytam się czy ten czas musi tak pędzić? Kładę się spać  poniedziałek, a kiedy wstaję to już jest piątek. Dosłownie tak uciekają mi dni, aż mnie to przeraża, bo jest tyle spraw do załatwienia. 
W sklepach już świątecznie na całego, choinki, bombki i inne cuda, a do tego kolędy już puszczają... i przypominają mi, że czas myśleć o prezentach! Jak zawsze największy problem będę miała z tatą. Jemu to już na prawdę nie wiadomo co kupić... brat pewnie coś podrzuci, co by chciał... dla mamy mam już upatrzoną kolejną książkę kucharską do kolekcji, kiedyś napomknęła, że by ją chciała no i dla mojego Em. obowiązkowo książka, bo je uwielbia i pewnie coś do tego jeszcze znajdę. To będą Nasze pierwsze takie prawdziwie wspólne święta, bo Em. na Wigilii będzie u Nas. W dodatku to już będzie Nasza druga rocznica zaręczyn. Ten czas faktycznie gna! I w grudniu dołączy do naszej rodziny kolejna mała istotka, która już się niecierpliwi i na świat chce przyjść:) moja kolejna malutka kuzynka, Pola:) swoją drogą miała być Matylda, ale Pola jeszcze bardziej mi się podoba:) 
Wspominałam ostatnio Wam o mieszkaniu. Już od jakiegoś czasu się rozglądaliśmy, rozmawialiśmy o naszych własnych czterech kątach i nagle się znalazło, takie idealne dla Nas. Nigdy nie rozważałam powrotu w rodzinne kąty a tu masz, wracamy. Miasto już dawno przestało mi się podobać, zaczęłam tęsknić za wsią, za spokojem... no to teraz będę ją miała na wyciągnięcie ręki... W moim rodzinnym miasteczku, powstaje sporo nowych inwestycji... między innymi Nasze osiedle. Pierwsza klatka będzie oddana jeszcze w tym roku, nasza, druga, za rok w grudniu. Posprawdzaliśmy, porozmawialiśmy z rodzicami i moi zaproponowali, że dołączą się z nami do kredytu, żeby było nam łatwiej i wczoraj w końcu dostaliśmy odpowiedź z banku, że dostaniemy ten kredyt. Ale co się nadenerwowałam, to moje. We wtorek jedziemy do notariusza podpisać umowę kupna mieszkania, potem będziemy dopełniać formalności związane z kredytem. Ale tak mi się to wszystko zbyt piękne wydaje, by mogło być prawdziwe... 
W pracy, jak to w pracy, zabiegana jestem, z jednych zajęć na drugie, to tu, to tam. I może właśnie to lepiej, że czas mi tak pędzi? Przynajmniej szybko mija czas w pracy... choć pracę moją lubię, bo to jest to, do czego jestem stworzona, żeby uczyć:)  
I kolejny weekend spędzę na uczelni, oddaję dziś poprawiony pierwszy rozdział mojej pracy mgr. Jestem ciekawa co na to szanowna pani promotor. Lubi utrudniać nam życie, więc wszystkiego można się spodziewać. 
Chciałam się dziś zrelaksować po całym tygodniu i jak co piątek nałożyłam sobie na twarz maseczkę odstresowującą z Ziai, chyba jedna z nielicznych firm, której kosmetyki mnie nie uczulają i nie powodują wysypu pryszczy, a tu psikus! Patrzę w lustro a tu bordowe plamy na twarzy! Szybko po wapno do apteki i już pomału schodzi... ale ani nie szczypało, ani nie piekło... nic... dobrze, że w lustro spojrzałam. A używam tej maseczki już kilka lat, a tu taka niemiła niespodzianka. Wapno podziałało i całe szczęście, bo bym chyba została dziś w domu. 
Miłego, spokojnego weekendu:)!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Imieninowo :)

Miało być wcześniej, ale ostatnio cierpię na chroniczny brak czasu. Nawet jak już mam chwilę, to zawsze znajdzie się coś z listy tych mniej pilnych rzeczy.
Wczoraj po raz pierwszy sypał u nas śnieg. Choć dziś już śladu nie ma, to i tak zimowo, bo zimno jak nie wiem. Choć za oknem bezchmurne niebo i słońce, ale mroźny wiatr. Tak mi dobrze, siedzę sobie w cieplutkim pokoju, wcinam czekoladki i za oknem słońce:) takie imieniny to ja mogę mieć:) i jeszcze sobie zażyczyłam ulubione orzeszki m&m'sy więc dziś uczta:)
Wczoraj mieliśmy rodzinne spotkanie, mama zrobiła przyjęcie imieninowo-urodzinowe naszej czwórki. Wczoraj od rana piekłam ciasta, goście docenili, więc miło było:) Dostałam śliczny świecznik, cytrusowy balsam do ciała i szkatułkę od chrzestnej - ona wie co lubię:) 
A dziś mam standardowo dzień wolny, nigdzie się śpieszyć nie muszę, właściwie to nic nie muszę:) ale obiecałam sobie, że spróbuję poprawić pierwszy rozdział pracy mgr, to może łatwiej będzie niedługo ruszyć z drugim...
A po południu mam nadzieję, że uda mi się Em. wyciągnąć na dobre ciacho na Stary Rynek:) w końcu trochę mi się od życia należy w moje imieniny, zwłaszcza, że w urodziny byłam w pracy i nie miałam czasu świętować.
A o to moje skarby:) 




poniedziałek, 18 listopada 2013

O zakupach i nie tylko...

Zrobiłam sobie w piątek dzień lenia, a co, raz kiedyś można.  Nie poszłam na wykład i nawet nie było mi z tego powodu specjalnie przykro, tym bardziej, że nic nie straciłam. Nawet nie byłabym w stanie pójść, bo dostałam @ i czułam się fatalnie. Nie mam pojęcia od czego to zależy, biorę hormony, więc i krwawienie i ból powinny być zminimalizowane, a tu raz tak, że nic nie czuję, a drugim razem jestem cała połamana. Dopiero po południu poczułam się lepiej i wzięłam się za naukę słówek.

Sobotę spędziłam kilka godzin na uczelni, test był dość łatwy, więc nie powinno być żadnego problemu z zaliczeniem. Po południu wyciągnęłam Em. na zakupy, bo moja szafa już błagała o nowe rzeczy. Już zapomniałam jak to jest chodzić po centrum handlowym, odwiedzać sklepy, oglądać ciuchy, kupować. I zaczęłam się nawet zastanawiać i doszłam do wniosku, że to były nasze pierwsze takie zakupy odkąd jesteśmy razem:) zawsze tylko spożywcze robimy wspólnie, albo jak Em. trzeba coś kupić i zazwyczaj trwa to krócej. A tu spędziliśmy całe popołudnie i szczerze mówiąc już nam nogi do tyłków wchodziły. Na szczęście udało mi się odświeżyć moją garderobę, bo pustki takie były, że momentami nie miałam już co na siebie zakładać, a tak, na jakiś czas wystarczy, a potem będę sobie sukcesywnie wymieniać te stare, znoszone rzeczy na nowe.

Niedziela minęła nam tak szybko, że nawet sama nie wiem kiedy. Od rana udało mi się posprzątać częściowo mieszkanie, potem do kościoła, w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Ikeę, ale nic nie kupiliśmy takie kolejki były. Wróciliśmy do domu, chwila na przebranie i trzeba było jechać na urodzinki Gabi. To byłoby nawet miłe popołudnie, gdyby nie fakt, że znów źle się czułam. Było mi gorąco, aż czułam, że mnie pali od środka, szczególnie twarz, bo jak włączyli ogrzewanie to momentalnie zrobiła się duchota i do tego rozbolał mnie brzuch, więc czułam się jakbym miała się przewrócić. Ale co się naczytałam bajek maluchom, to się naczytałam:) Wróciliśmy do domu pod wieczór, obejrzeliśmy zaległy serial i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Dzisiaj od rana kończę porządki coś skończyć nie mogę. A to zamawiałam książki, potem miałam rozmowę telefoniczną z szefową, która znów wymyśla, a teraz sobie usiadłam na chwilę i zaraz lecę dalej, pranie rozwiesić, dokończyć porządki i zrobić obiadek.
Dziś makaron z łososiem i szpinakiem:)

środa, 13 listopada 2013

O tym i o tamtym.

Wczoraj miałam namiastkę słońca, piękny był dzień, choć chłodny. I to nic, że spędziłam dzień w pracy, ale w końcu poczułam się lepiej. Niestety dziś, znów deszczowo i znów sobie ponarzekam. Nie lubię jesieni, deszczu, mgły i szaro burego nieba. Więc i ja odliczam do wiosny!

Pędzą dni jak oszalałe, w sklepach już od jakiegoś czasu świąteczne wystawy i dekoracje, a więc i  święta zbliżają się wielkimi krokami. Powoli trzeba będzie myśleć o prezentach i odłożyć trochę pieniążków w kieszeń. Czuję, że to będą piękne święta, bo pierwsze wspólnie spędzone, Wigilię spędzimy razem u moich rodziców, no i kolejna rocznica Naszych zaręczyn:) Już czuję zapach moich pierniczków, w tym roku będzie produkcja hurtowa:) zaopatrzyłam się już w swoje własne foremki:) no i to by było na tyle jeśli chodzi o czas zimowy, bo poza świętami, zimy nie cierpię odkąd miałam ten felerny wypadek. Na pewno wrócą wspomnienia, wszystko, co przeżywałam w związku z wypadkiem jak tylko spadnie śnieg i zrobi się ślisko. Tego się boję, lęku.

Dyskretnie wrzuciłam linka na fb z rozkładem mieszkania, ale nikt się chyba nie zorientował:) Tak, przed nami ważna decyzja do podjęcia, bo chcemy kupić mieszkanie. Na razie tylko tyle, bo póki co, jeszcze dużo myślimy, ale wszystko powinno się dosyć szybko wyjaśnić, bo mieszkanie zostało ostatnie i trzeba się szybko decydować. Zobaczymy.

Przede mną weekend na uczelni i pierwsze zaliczenie w tym semestrze. Od rana produkcja fiszek ze słówkami szła pełną parą, więc teraz tylko siąść i się pouczyć. Zrobili nam wczoraj niespodziankę, bo okazało się, że odwołali nam zajęcia w niedzielę, tak więc mamy tylko dwa dni.

W niedzielę idziemy na urodziny do małej Gabrysi, kończy 3 latka - jak ten czas leci! Dawno jej już nie widziałam, chyba ostatni raz w wakacje... ponoć strasznie urosła i włosy ma już prawie do pasa! Moja mała dziewczynka:) Pytała ostatnio o mnie moją mamę "Gdzie moja Kasia?", zawsze mi się cieplutko na serduchu robi, jak słyszę, że o mnie pyta. Kiedyś była do mnie bardzo przywiązana, bo spędzałyśmy razem mnóstwo czasu, cieszę się, że będzie okazja bym mogła ją zobaczyć i wyściskać:) Więc musimy rozejrzeć się za jakimś prezentem dla małej, ponoć zażyczyła sobie, uwaga, budzik! Koniecznie musi mieć budzik, żeby ją rano budził:) Zobaczymy, może uda nam się znaleźć coś fajnego:)

Dziś zawiozłam rano Em. do pracy, więc mam auto i spokojnie sobie pojadę na zajęcia, a po pracy odbiorę Em. po drodze. Gdybym miała dziś w tym deszczu znów jechać autobusem czy pociągiem i tułać się przez całe miasto pieszo, to chyba miałabym dość. Szybki prysznic, spakować się i pora jechać do pracy. 

piątek, 8 listopada 2013

Ciągle pada...

Nie lubię listopada właśnie za to, jaka jest pogoda za oknem. Pada od soboty, jest szaro-buro i zimno. Nie mam już siły na kolejny deszczowy weekend. 
W końcu dziś wyspałam się w swoim łóżku i mogę chodzić w piżamie do południa:) lubię takie dni. Oczywiście jest milion ważnych spraw, ale jakoś nie mam na nie dziś mocy. Pierwszy rozdział leży gdzieś na półce i woła by go poprawić i wysłać promotorce, gdzieś tam z kąta woła mnie tłumaczenie i lista słówek na zaliczenie, ale jakoś jestem dziś poza tym wszystkim. 
Nie jedna z Was zauważyła, że sporo się u Nas dzieje. To prawda, ale już chyba przywykłam. Nie potrafię ogarnąć tego chaosu, zwolnić. Chciałam gdzieś wyciągnąć Em., korzystając, że znów mamy dłuższy weekend, ale tylko na planach się skończyło. Miałam już w środę rezerwować nam przytulny hotel pod Warszawą, ale szefowa nie wyrobiła się z rozliczeniem i tym samym wypłatę dostanę w przyszłym tygodniu. No nic, płakać nie będę, może jakoś inaczej uda nam się urozmaicić ten weekend. 
Coś generalnie jestem ostatnio nie w humorze... pogoda daje się we znaki a i @ się zbliża. Czasami ciężko mi samej ze sobą.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Po raz pierwszy muszę stwierdzić, że cieszę się, że weekend się skończył. Mieliśmy tak męczącą pogodę, że szkoda gadać. Padało całe dwa dni, ani wyjść na spacer, cały czas spać się chciało. Radość moja była ogromna kiedy dziś po przebudzeniu zobaczyłam słonko za oknem i mam nadzieję, że tak będzie przez cały dzień:)
W zeszły poniedziałek padło nam auto, więc zostałam bez środka transportu do pracy. Nie ukrywam, że to znacznie utrudniło mi życie, no ale za dobrze cały czas być nie może. We wtorek udało nam się tak dopasować, że zawiozłam Em. do pracy i wracając Go odebrałam. W środę musiałam już jechać pociągiem i stwierdziłam, że się nie zaprzyjaźnimy. Zmarnowałam praktycznie cały dzień, a mało brakowało a bym nie dojechała. Kupiłam obie bilet na pkp i 15 minut przed odjazdem pociągu, zorientowałam się, że mam nie ten bilet co trzeba. Popędziłam więc z powrotem do kas żeby wymienić bilet a tam gigantyczna kolejka! Całe szczęście zdążyłam, bo tak nie wiem co bym zrobiła. Jak dotarłam wieczorem do domu, myślałam, że nogi mi z tyłka wyjdą, tak się na biegałam w tym dniu. Na szczęście udało mi się przełożyć czwartkowe zajęcia, co prawda z powodu planowanego wyjazdu, ale ostatecznie bardzo ułatwiło mi to życie.
Mieliśmy jechać na święta do rodziny Em., ale teściowa w ostatniej chwili wyjazd odwołała. No tak cała ona! Człowiek coś sobie zaplanuje, ustawi wszystko tak, by było dobrze, a ta zaczyna wymyślać. No cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Zła byłam jedynie, że się nastawiłam na ten wyjazd a ta wszystko popsuła.
Zostałam z wolnym czwartkiem, więc długo się nie zastanawiałam i pojechałam z Em. w trasę do Warszawy. Miała być fajna wycieczka, a tak żeśmy się nadenerwowali, że głowa mała. Ludzie potrafią tak wszystko utrudniać i komplikować... w pewnym momencie zostałam sama gdzieś w Warszawie, bo okazało się, że nie mogę wjechać do Pałacu Prezydenckiego i musiałam wysiąść. Kompletnie nie wiedziałam co mam z sobą zrobić, tym bardziej, że w Warszawie nigdy nie byłam, więc kompletnie nie miałam orientacji w terenie. Dopadł mnie kryzys, ale na szczęście przetrwałam! W domu byliśmy dopiero grubo po północy, tak nam się wszystko przeciągnęło. 
Następnego dnia wstaliśmy troszkę później i po śniadaniu pojechaliśmy na grób mojej babci i dziadka. Ani się obejrzeliśmy a ponad połowa dnia była za Nami. Pod wieczór pojechaliśmy na chwilę do rodziców, zaliczyliśmy też wieczorny spacer na cmentarzu i zapaliliśmy lampki na pozostałych grobach. Sobota minęła Nam bardzo leniwie, udało nam się wyskoczyć na małe zakupy jak Em. wrócił z pracy i pozostałą część dnia spędziliśmy w domu. W niedzielę moi rodzice zaprosili Nas na obiad. Przy okazji wsiadłam z ojcem w auto by zobaczyć co i jak, bo teraz będę jechała do rodziców i od rodziców do pracy będę jeździła ich autem. Powiem szczerze, że miałam duże obawy, bo to kombi jest, lepsze auto, mocniejszy silnik, ale auto jak auto, wielkiej różnicy nie ma:) Tylko mankament taki, że całe trzy dni będę musiała u rodziców siedzieć, co już mi się mniej podoba :( Po południu pojechaliśmy jeszcze na chwilę do teściów i do domku. 
Dziś Em. w pracy, a ja mam trochę wolnego, więc korzystam i umówiłam się z koleżanką na ploty, bo dawno się nie widziałyśmy a i ja ostatnio nie miałam czasu nigdzie wychodzić. A po południe spędzę przygotowując się do jutrzejszych zajęć. No jakoś to będzie. Musi.