Pytam się czy ten czas musi tak pędzić? Kładę się spać poniedziałek, a kiedy wstaję to już jest piątek. Dosłownie tak uciekają mi dni, aż mnie to przeraża, bo jest tyle spraw do załatwienia.
W sklepach już świątecznie na całego, choinki, bombki i inne cuda, a do tego kolędy już puszczają... i przypominają mi, że czas myśleć o prezentach! Jak zawsze największy problem będę miała z tatą. Jemu to już na prawdę nie wiadomo co kupić... brat pewnie coś podrzuci, co by chciał... dla mamy mam już upatrzoną kolejną książkę kucharską do kolekcji, kiedyś napomknęła, że by ją chciała no i dla mojego Em. obowiązkowo książka, bo je uwielbia i pewnie coś do tego jeszcze znajdę. To będą Nasze pierwsze takie prawdziwie wspólne święta, bo Em. na Wigilii będzie u Nas. W dodatku to już będzie Nasza druga rocznica zaręczyn. Ten czas faktycznie gna! I w grudniu dołączy do naszej rodziny kolejna mała istotka, która już się niecierpliwi i na świat chce przyjść:) moja kolejna malutka kuzynka, Pola:) swoją drogą miała być Matylda, ale Pola jeszcze bardziej mi się podoba:)
Wspominałam ostatnio Wam o mieszkaniu. Już od jakiegoś czasu się rozglądaliśmy, rozmawialiśmy o naszych własnych czterech kątach i nagle się znalazło, takie idealne dla Nas. Nigdy nie rozważałam powrotu w rodzinne kąty a tu masz, wracamy. Miasto już dawno przestało mi się podobać, zaczęłam tęsknić za wsią, za spokojem... no to teraz będę ją miała na wyciągnięcie ręki... W moim rodzinnym miasteczku, powstaje sporo nowych inwestycji... między innymi Nasze osiedle. Pierwsza klatka będzie oddana jeszcze w tym roku, nasza, druga, za rok w grudniu. Posprawdzaliśmy, porozmawialiśmy z rodzicami i moi zaproponowali, że dołączą się z nami do kredytu, żeby było nam łatwiej i wczoraj w końcu dostaliśmy odpowiedź z banku, że dostaniemy ten kredyt. Ale co się nadenerwowałam, to moje. We wtorek jedziemy do notariusza podpisać umowę kupna mieszkania, potem będziemy dopełniać formalności związane z kredytem. Ale tak mi się to wszystko zbyt piękne wydaje, by mogło być prawdziwe...
W pracy, jak to w pracy, zabiegana jestem, z jednych zajęć na drugie, to tu, to tam. I może właśnie to lepiej, że czas mi tak pędzi? Przynajmniej szybko mija czas w pracy... choć pracę moją lubię, bo to jest to, do czego jestem stworzona, żeby uczyć:)
I kolejny weekend spędzę na uczelni, oddaję dziś poprawiony pierwszy rozdział mojej pracy mgr. Jestem ciekawa co na to szanowna pani promotor. Lubi utrudniać nam życie, więc wszystkiego można się spodziewać.
Chciałam się dziś zrelaksować po całym tygodniu i jak co piątek nałożyłam sobie na twarz maseczkę odstresowującą z Ziai, chyba jedna z nielicznych firm, której kosmetyki mnie nie uczulają i nie powodują wysypu pryszczy, a tu psikus! Patrzę w lustro a tu bordowe plamy na twarzy! Szybko po wapno do apteki i już pomału schodzi... ale ani nie szczypało, ani nie piekło... nic... dobrze, że w lustro spojrzałam. A używam tej maseczki już kilka lat, a tu taka niemiła niespodzianka. Wapno podziałało i całe szczęście, bo bym chyba została dziś w domu.
Miłego, spokojnego weekendu:)!