poniedziałek, 4 listopada 2013

Po raz pierwszy muszę stwierdzić, że cieszę się, że weekend się skończył. Mieliśmy tak męczącą pogodę, że szkoda gadać. Padało całe dwa dni, ani wyjść na spacer, cały czas spać się chciało. Radość moja była ogromna kiedy dziś po przebudzeniu zobaczyłam słonko za oknem i mam nadzieję, że tak będzie przez cały dzień:)
W zeszły poniedziałek padło nam auto, więc zostałam bez środka transportu do pracy. Nie ukrywam, że to znacznie utrudniło mi życie, no ale za dobrze cały czas być nie może. We wtorek udało nam się tak dopasować, że zawiozłam Em. do pracy i wracając Go odebrałam. W środę musiałam już jechać pociągiem i stwierdziłam, że się nie zaprzyjaźnimy. Zmarnowałam praktycznie cały dzień, a mało brakowało a bym nie dojechała. Kupiłam obie bilet na pkp i 15 minut przed odjazdem pociągu, zorientowałam się, że mam nie ten bilet co trzeba. Popędziłam więc z powrotem do kas żeby wymienić bilet a tam gigantyczna kolejka! Całe szczęście zdążyłam, bo tak nie wiem co bym zrobiła. Jak dotarłam wieczorem do domu, myślałam, że nogi mi z tyłka wyjdą, tak się na biegałam w tym dniu. Na szczęście udało mi się przełożyć czwartkowe zajęcia, co prawda z powodu planowanego wyjazdu, ale ostatecznie bardzo ułatwiło mi to życie.
Mieliśmy jechać na święta do rodziny Em., ale teściowa w ostatniej chwili wyjazd odwołała. No tak cała ona! Człowiek coś sobie zaplanuje, ustawi wszystko tak, by było dobrze, a ta zaczyna wymyślać. No cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Zła byłam jedynie, że się nastawiłam na ten wyjazd a ta wszystko popsuła.
Zostałam z wolnym czwartkiem, więc długo się nie zastanawiałam i pojechałam z Em. w trasę do Warszawy. Miała być fajna wycieczka, a tak żeśmy się nadenerwowali, że głowa mała. Ludzie potrafią tak wszystko utrudniać i komplikować... w pewnym momencie zostałam sama gdzieś w Warszawie, bo okazało się, że nie mogę wjechać do Pałacu Prezydenckiego i musiałam wysiąść. Kompletnie nie wiedziałam co mam z sobą zrobić, tym bardziej, że w Warszawie nigdy nie byłam, więc kompletnie nie miałam orientacji w terenie. Dopadł mnie kryzys, ale na szczęście przetrwałam! W domu byliśmy dopiero grubo po północy, tak nam się wszystko przeciągnęło. 
Następnego dnia wstaliśmy troszkę później i po śniadaniu pojechaliśmy na grób mojej babci i dziadka. Ani się obejrzeliśmy a ponad połowa dnia była za Nami. Pod wieczór pojechaliśmy na chwilę do rodziców, zaliczyliśmy też wieczorny spacer na cmentarzu i zapaliliśmy lampki na pozostałych grobach. Sobota minęła Nam bardzo leniwie, udało nam się wyskoczyć na małe zakupy jak Em. wrócił z pracy i pozostałą część dnia spędziliśmy w domu. W niedzielę moi rodzice zaprosili Nas na obiad. Przy okazji wsiadłam z ojcem w auto by zobaczyć co i jak, bo teraz będę jechała do rodziców i od rodziców do pracy będę jeździła ich autem. Powiem szczerze, że miałam duże obawy, bo to kombi jest, lepsze auto, mocniejszy silnik, ale auto jak auto, wielkiej różnicy nie ma:) Tylko mankament taki, że całe trzy dni będę musiała u rodziców siedzieć, co już mi się mniej podoba :( Po południu pojechaliśmy jeszcze na chwilę do teściów i do domku. 
Dziś Em. w pracy, a ja mam trochę wolnego, więc korzystam i umówiłam się z koleżanką na ploty, bo dawno się nie widziałyśmy a i ja ostatnio nie miałam czasu nigdzie wychodzić. A po południe spędzę przygotowując się do jutrzejszych zajęć. No jakoś to będzie. Musi. 

11 komentarzy:

  1. mi ten weekend bardzo szybko minął, nawet nie zdążyłam się nim nacieszyć, ale z to u Was wszystko było na pełnych obrotach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas od jakiegoś czasu wrzuciliśmy 5 bieg i coś wyhamować nie możemy:P

      Usuń
    2. odpoczynek też u Was wskazany :)

      Usuń
    3. taaa:) mam nadzieję, że w końcu się uda:)

      Usuń
  2. Hehe no ostatnio to Ty coś pod górkę Kasiu ze wszystkim masz....:P :)) Ale będzie lepiej, zobaczysz;-) Miłego tygodnia !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No oby było lepiej:P ale ja już przywykłam, że za długo dobrze być nie może:P

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. niby tak:P
      ale nie lubię jak już coś sobie zaplanuję a ktoś w ostatniej chwili rezygnuje...

      Usuń
  4. nie lubię jak ktoś zmienia plany :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana no to naprawde wielkie zamieszanie ale ważne że przetrwaliście :P zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń

Keep calm and write a comment:)