czwartek, 18 kwietnia 2013

Chwilo trwaj!

Zastanawiam się czy to wiosna, czy może już lato? Jest tak pięknie! Tego ciepła, słońca i powietrza brakowało mi od tylu miesięcy! Napawam się każdą chwilą spędzoną na świeżym powietrzu, biorę głębokie wdechy... tak tęskniłam za tym powietrzem, za słońcem! Chwilo trwaj! 
Przede mną weekend na uczelni, ale nawet to nie jest w stanie popsuć mi nastroju:) cały dzisiejszy dzień dłubię coś na zajęcia przebywając jednocześnie na dworze. W takich chwilach doceniam, że mamy balkon, że mieszkamy w cichej i spokojnej dzielnicy, że tuż obok mam Wartę i tereny idealne do spacerowania. Więc wzięłam dziś pod pachę książkę, z której kolejny rozdział miałam do przeczytania na jutro i poszłam w plener. 
Tak mi lekko dziewczyny na duszy i sercu:) w końcu uśmiecham się sama do siebie. W końcu!:) A jeszcze tydzień temu byłam pozbawiona chęci do życia, byłam taka obojętna... ten wypadek, skutki uboczne tabletek i kilka innych rzeczy się we mnie skumulowały. Teraz mam tyle nadziei, siły i motywacji. Swoją drogą, ciekawe na jak długo? :) Odrobina słońca a ile potrafi zdziałać! Choć dziś faktycznie pogoda iście letnia. Po takiej dawce świeżego powietrza pewnie jestem tak dotleniona, że wieczorem padnę jak małe dziecko :)
A jak już opuszczę uczelniane mury, to planów weekendowych brak, choć chciałabym wyciągnąć mojego Ema nad jeziorko na spacer, albo do lasu:) oczywiście jeśli pogoda nadal będzie. 

wtorek, 16 kwietnia 2013

Wiosna, ach to Ty!

Od kilku dni w końcu mamy wiosnę! Choć dziś słońce dość leniwie przebija się przez chmury to i tak jest cieplej niż ostatnio bywało. Ale od początku.
Od czwartku do soboty byłam poza miastem. Udało mi się nabrać trochę dystansu, odetchnąć od miasta i zatęsknić za Emem. Wyjazd udany, towarzystwo Jaśka jak zwykle poprawiło mi humor, a co najważniejsze, nie musiałam siedzieć sama w pustych czterech ścianach kiedy Em był w pracy.
W sobotę koło południa przyjechał po mnie Em. Zabrał mnie do mieszkania bym mogła się odświeżyć, przebrać i wybieraliśmy się na roczek Leosia. Brakowało mi jedynie kolorowej torby na prezenty, więc wjechaliśmy po drodze do centrum handlowego a tam postanowiłam dość spontanicznie, że idę do fryzjera! Mieliśmy trochę czasu w zapasie, więc poszłam i tak o to mam nową, wiosenną fryzurkę i w końcu się czuję jak ryba w wodzie! Moje dotychczasowe włosy były już dość długie i bez kształtu, a zawsze oczywistością był fakt, że w czym jak w czym, ale w krótkich włosach czuję się najlepiej i tak jest i tym razem.
Tak więc sobotnie popołudnie spędziliśmy świętując pierwsze urodzinki Leosia i muszę Wam powiedzieć, że było przesympatycznie. Rodziców Wiolki znałam już dużo wcześniej, bo razem chodziłyśmy do liceum i dość często u niej bywałam, ale część rodziny miałam okazję poznać dopiero teraz. Atmosfera była bardzo rodzinna i czuliśmy się z Emem tam jak u siebie w domu. Były śmiechy, żarty i rozmowy. I przyszedł czas kiedy przed małym pojawił się różaniec, długopis, kieliszek i banknot a Leoś musiał zdecydować, co wybrać. Na pierwszy ogień poszedł kieliszek, bez zastanowienia :) potem długopis, różaniec i banknot. A jaka powstała interpretacja? Najpierw się napije, potem weźmie długopis i będzie pisał powieść, pójdzie do księdza się wyspowiadać z bzdur jakie napisał a na koniec da na tacę za odpuszczone grzechy :D śmiechu mieliśmy mnóstwo! :) Tak nam się dobrze siedziało, że do domu wracaliśmy późnym wieczorem i tylko szybki prysznic i do spania.
W niedzielę od samego rana piękne słońce! Aż się wstać chciało. Pojechaliśmy więc do rodziców i tak nam minął cały dzień praktycznie na świeżym powietrzu, więc wróciliśmy dotlenieni jak nigdy.
Wczoraj miałam wizytę u mojego fizjoterapeuty. Oczywiście po przybyciu na miejsce, okazało się, że pomyliłam dni i miałam przyjść dzisiaj, ale na szczęście udało mu się mnie wcisnąć, także nie musiałam jechać dwa razy. Z nogą moją już lepiej, pokazał mi jak mam sobie masować nogę, jak dalej ćwiczyć i za 3-4 tygodnie powinnam odzyskać całkowitą sprawność w nodze. Wiadomo, że ból będę odczuwała mniejszy lub większy już zawsze, ale dla mnie najważniejsze jest to, bym mogła ją w pełni zginać.  Po wizycie u lekarza w końcu udało mi się spotkać ze Stavroulką, greczynką, którą poznałam w szpitalu - także popołudnie spędziłam w miłym towarzystwie:)
A dziś coś słońce się leni, bo niebo w chmurach, ale jest przyjemnie na dworze. Obeszłam dziś Wartę z kijkami, nawet zatrzymałam się przy siłowni, ale niestety jeszcze nie czułam się pewnie z moim kolanem, więc chwila odpoczynku i powrót. A teraz mnie coś wzięło na spanie znów:/ więc trzeba się ruszyć! Czekam na Ema aż wróci z pracy i wyciągnę go na spacer i przy okazji małe zakupy.
A jak się czuję ja? Myślę, że lepiej a z czasem będzie jeszcze lepiej. Teraz już wiem, co jest dla mnie najważniejsze, mam priorytety i zrozumiałam, że całego świata z problemami na swoich plecach nie udźwignę.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Święta, święta i po świętach.

Święta, święta i po świętach? Tak i cieszy mnie to bardzo, bo ogromne ilości jedzenia nie są moim przyjacielem. 
Kilka dni wolnego, choć tak naprawdę wolne to ja już mam jakiś czas od kiedy muszę siedzieć z nogą w domu i szczerze Wam powiem, że już mam chwilami dość. Jedyny plus z tego wszystkiego, że miałam Ema cały czas przy sobie i mogłam Go wyściskać i poprzytulać się. Choć biedny On ostatnio, bo odkąd biorę tabletki straszna zołza ze mnie, niestety. Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy jak dostanę okres, a póki co oboje musimy uzbroić się w cierpliwość (bo nawet ja ze sobą wytrzymać nie mogę!).
Trochę się u mnie zmieniło w wyglądzie, trochę wiosenniej chociaż tu, bo to co dzieje się za oknem pozostawia ogromny znak zapytania. Mam dosyć tej pogody, dosyć szarości, dosyć zimy! A od dwóch dni u Nas sypie śnieg, który częściowo zmienia się w chlapę i jak na złość, nawet na spacer nie można wyjść. Chyba wszyscy już tęsknią za wiosną... tęsknię i ja. Za słońcem, za ciepłem, za moimi piegami, za optymizmem i energią.
Czasami chciałabym coś zrobić, ale nie wiem co. Miałam plany, które musiałam porzucić i nie mogę znaleźć żadnej alternatywy. Pomiędzy zastrzykami, tabletkami, okładami z lodu, naświetlaniem i ćwiczeniami nogi snuję się jak cień z kąta w kąt i nie mam na siebie pomysłu. Chciałam się wyrwać z domu, znaleźć pracę lub staż, zmienić swoje życie, jeździć na rowerze, chodzić na siłownię a zamiast tego egzystuję jak roślinka. Niby się z tym pogodziłam, ale czasami to wszystko wraca jak bumerang i jestem zła na siebie i na życie, bo zamiast jeździć na rowerze uczę się od nowa chodzić i choć idzie mi już całkiem dobrze to wiem, że jeszcze długa droga przede mną.
Gdyby tylko było cieplej, gdyby była już wiosna, mogłabym wyjść z domu bez strachu, że się poślizgnę i przewrócę... mogłabym działać, mogłabym cokolwiek byleby nie siedzieć w pustych czterech ścianach. Jestem zła na siebie, bo jeszcze wielu rzeczy sama nie mogę, jestem uzależniona od innych a przecież zawsze dawałam sobie świetnie radę sama i wkurzam się tylko. Chcę wiosny!