Od kilku dni w końcu mamy wiosnę! Choć dziś słońce dość leniwie przebija się przez chmury to i tak jest cieplej niż ostatnio bywało. Ale od początku.
Od czwartku do soboty byłam poza miastem. Udało mi się nabrać trochę dystansu, odetchnąć od miasta i zatęsknić za Emem. Wyjazd udany, towarzystwo Jaśka jak zwykle poprawiło mi humor, a co najważniejsze, nie musiałam siedzieć sama w pustych czterech ścianach kiedy Em był w pracy.
W sobotę koło południa przyjechał po mnie Em. Zabrał mnie do mieszkania bym mogła się odświeżyć, przebrać i wybieraliśmy się na roczek Leosia. Brakowało mi jedynie kolorowej torby na prezenty, więc wjechaliśmy po drodze do centrum handlowego a tam postanowiłam dość spontanicznie, że idę do fryzjera! Mieliśmy trochę czasu w zapasie, więc poszłam i tak o to mam nową, wiosenną fryzurkę i w końcu się czuję jak ryba w wodzie! Moje dotychczasowe włosy były już dość długie i bez kształtu, a zawsze oczywistością był fakt, że w czym jak w czym, ale w krótkich włosach czuję się najlepiej i tak jest i tym razem.
Tak więc sobotnie popołudnie spędziliśmy świętując pierwsze urodzinki Leosia i muszę Wam powiedzieć, że było przesympatycznie. Rodziców Wiolki znałam już dużo wcześniej, bo razem chodziłyśmy do liceum i dość często u niej bywałam, ale część rodziny miałam okazję poznać dopiero teraz. Atmosfera była bardzo rodzinna i czuliśmy się z Emem tam jak u siebie w domu. Były śmiechy, żarty i rozmowy. I przyszedł czas kiedy przed małym pojawił się różaniec, długopis, kieliszek i banknot a Leoś musiał zdecydować, co wybrać. Na pierwszy ogień poszedł kieliszek, bez zastanowienia :) potem długopis, różaniec i banknot. A jaka powstała interpretacja? Najpierw się napije, potem weźmie długopis i będzie pisał powieść, pójdzie do księdza się wyspowiadać z bzdur jakie napisał a na koniec da na tacę za odpuszczone grzechy :D śmiechu mieliśmy mnóstwo! :) Tak nam się dobrze siedziało, że do domu wracaliśmy późnym wieczorem i tylko szybki prysznic i do spania.
W niedzielę od samego rana piękne słońce! Aż się wstać chciało. Pojechaliśmy więc do rodziców i tak nam minął cały dzień praktycznie na świeżym powietrzu, więc wróciliśmy dotlenieni jak nigdy.
Wczoraj miałam wizytę u mojego fizjoterapeuty. Oczywiście po przybyciu na miejsce, okazało się, że pomyliłam dni i miałam przyjść dzisiaj, ale na szczęście udało mu się mnie wcisnąć, także nie musiałam jechać dwa razy. Z nogą moją już lepiej, pokazał mi jak mam sobie masować nogę, jak dalej ćwiczyć i za 3-4 tygodnie powinnam odzyskać całkowitą sprawność w nodze. Wiadomo, że ból będę odczuwała mniejszy lub większy już zawsze, ale dla mnie najważniejsze jest to, bym mogła ją w pełni zginać. Po wizycie u lekarza w końcu udało mi się spotkać ze Stavroulką, greczynką, którą poznałam w szpitalu - także popołudnie spędziłam w miłym towarzystwie:)
A dziś coś słońce się leni, bo niebo w chmurach, ale jest przyjemnie na dworze. Obeszłam dziś Wartę z kijkami, nawet zatrzymałam się przy siłowni, ale niestety jeszcze nie czułam się pewnie z moim kolanem, więc chwila odpoczynku i powrót. A teraz mnie coś wzięło na spanie znów:/ więc trzeba się ruszyć! Czekam na Ema aż wróci z pracy i wyciągnę go na spacer i przy okazji małe zakupy.
A jak się czuję ja? Myślę, że lepiej a z czasem będzie jeszcze lepiej. Teraz już wiem, co jest dla mnie najważniejsze, mam priorytety i zrozumiałam, że całego świata z problemami na swoich plecach nie udźwignę.