środa, 26 czerwca 2013

W wielkim szoku.

Pogodę mamy fatalną, leje dwa calutkie dni i noce, widok z okna na Wartę przerażający. Pogoda niczego nie ułatwia, czuję się fatalnie. Dostałam okres, a więc i brzuch daje o sobie pamiętać. W piątek ustny egzamin, wałkuję pytania, ale idzie mi jak krew z nosa. Zła jestem i tyle. 

Dziś doszły do mnie woski yankee candle. Jestem wniebowzięta! Podpatrzyłam te świeczki w salonie Lilou i trochę czasu mi zajęło wyszperanie ich, ale znalazłam :) Przepięknie pachną, są intensywne i robią apetyt :) dosłownie! Jedynym minusem jest cena, bo świeczki są dość drogie, ale zainwestowałam w wosk, który podgrzewa się w zwykłych kominkach do olejków eterycznych :) rewelacja, cały pokój pachnie mi dziś truskawkami! Polecam :) 

Dopiero zdążyłam się odciąć i nabrać dystansu a już wszystko wróciło do mnie jak bumerang! Zgoda, nie było ostatnio między nami dobrze, z różnych względów postanowiłam się trochę wycofać z tej znajomości, ale nigdy bym nie przypuszczała, że zostanę tak oszukana! Ba! Byłam oszukiwana przez ładnych parę lat! I jak wierzyć w przyjaźń, bratnie dusze? No jak! Jak poznałam ją przez bloga była wtedy w ciąży, jeszcze w trakcie ciąży wzięła ślub cywilny. Potem zaczęłyśmy się spotykać, opisywała na blogu cały okres ciąży, potem jak jej córeczka rośnie. Po jakimś czasie poinformowała mnie, że bierze rozwód, powodem były jej wyjazdy w delegacje a mąż tego nie akceptował. W zeszłym roku, w listopadzie powiedziała mi, że jej córeczka zmarła na zapalenie płuc. Nie mogłam uwierzyć, nie zdążyłam jej nawet poznać, miała dwa latka. Potem ona nabrała wody w usta, a wszyscy dookoła zachowywali się tak jakby nigdy nic nie było. Miałam wątpliwości, mieszane uczucia. Sytuacja po jej ślubie, kiedy pojechałyśmy zawieźć kwiaty na cmentarz, nie poszła na jej grób. Było to dla mnie dziwne, ale pomyślałam, że może nie chce z kimś iść, może to dla niej zbyt trudne. W jakim dziś byłam szoku, kiedy rozmawiając dziś z naszą wspólną znajomą i wspominając jej o malutkiej, ona zrobiła wielkie oczy! Nigdy wcześniej, poza obecnym mężem, nie miała męża, ba! nie miała też córki. Szok. Nie wiem co myśleć, jak się zachować, jestem rozbita.   Takie kłamstwo, przez tyle lat... nie pojmuję. Na prawdę.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Eco łóżko.

Oryginalna byłam zawsze. Nie interesowało mnie coś co mają wszyscy, ale coś nietypowego, co może mnie odróżniać od innych. Lubię proste rzeczy, bo piękno właśnie tkwi w prostocie :) Jak zobaczyłam meble z palet byłam zachwycona i wiedziałam, że muszę sobie takie łóżko zrobić. Na szczęście M. również się ten pomysł spodobał, więc długo Go prosić nie musiałam :) Nikogo przekonywać nie będę, bo każdy lubi co innego a i o gustach ponoć się nie dyskutuje. Palety wyschły więc można było je z powrotem wnieść, a że chciałyście zobaczyć jak się całość prezentuje, poniżej zdjęcia :) 



Już sama nie wiem co było gorsze, czy jak ciekło ze mnie, bo było tak gorąco, czy jak się zachmurzyło i wygląda tak jakby chciało padać a nie mogło i zimno jest. To już chyba z dwojga złego wolę upały, jak słońce świeci, bo przynajmniej czuję się znacznie lepiej i humor mam lepszy.
Dziś zdecydowanie ten gorszy dzień. Zabrałam się za ogarnięcie pytań na ustny egzamin, ale idzie mi marnie. Nie zadowolona dziś z siebie jestem. Aj, niech już będzie jutro, może jakoś lepiej mi to wszystko pójdzie.

niedziela, 23 czerwca 2013

Weekendowo.

Pierwsza, pisemna część egzaminu za mną. Kolejna, druga w piątek. Uczyłam się cały tydzień, naprawdę jestem z siebie dumna za wytrwałość i za to ile zrobiłam. Teraz pozostaje czekać do piątku, na ustny egzamin, po którym dowiem, się czy i na ile zdałam obie części. Jak mi poszło nie wiem i już nawet o tym nie myślę, bo to już niczego nie zmieni. Fakt, że wyszłam zdecydowanie nie zadowolona, zresztą jak wszyscy. Ale co ma być to będzie, zobaczymy.
Po egzaminie odebrał mnie M. i pojechaliśmy do rodziców. Zastać moich rodziców w weekend w domu to nie lada wyzwanie, już drugi weekend z rzędu jak dzwonię, to mówią, że będą a jak przyjeżdżamy to akurat ich nie ma. Więc zaliczyliśmy dłuższą wizytę u teściów. Próbna jazda moim nowym-starym autkiem zaliczona, zabrałam autko i pojechałam na myjnię, musiałam odreagować stres i nerwy po egzaminie. Myślę, że w przyszłym tygodniu albo najdalej za dwa zabierzemy już autko do nas. 
Po południu wracając do domu namówiłam M. w końcu na dokończenie naszego łóżka, więc wykręciliśmy do Obi po białą bejcę, pędzelki itp. i zaczęliśmy malowanie. Dzisiaj skończyliśmy i palety schną na balkonie, więc w końcu łóżko będzie wyglądało tak jak powinno :) Zostanie nam do zrobienie jeszcze stolik na kółkach z palet :) zaraz zabieram się za ich wyszlifowanie, potem malowanie i trzeba ustalić która wersja nam się bardziej podoba i będziemy skręcać nasz nowy mebel  :)
Od jutra znów zabieram się za naukę, tym razem do ustnego egzaminu. Mam listę pytań, więc trochę nam życie ułatwili, większości mam je opracowane, więc mam nadzieję, że już pójdzie zdecydowanie lepiej. Ale póki co, dziś nie zamierzam do końca dnia o tym myśleć. Dziś jeszcze odpoczywamy :)


czwartek, 20 czerwca 2013

Przygody...

Mieliśmy dziś okropną noc. 
Nie dość, że pogoda nie jest łaskawa, bo jest taki skwar nawet w nocy, że spać się nie da!, to jeszcze sąsiad z góry postanowił uatrakcyjnić nam noc i zalać łazienkę. Dlaczego nie! Nabiegaliśmy się, pobudziliśmy pół bloku, wiadro od mopa poszło na straty i zużyłam cały zapas świeżych ręczników, ale daliśmy radę 'zapanować' nad sytuacją. Zawsze mogło być gorzej... nie chcę widzieć jak wygląda mieszkanie sąsiada, skoro już w korytarzu stała woda. Na szczęście wszystkim zajmą się właściciele mieszkań, więc przejmować się nie musimy... ale co się nadenerwowałam, to się nadenerwowałam. W efekcie zasypialiśmy dopiero nad ranem i z tego zmęczenie obudziłam się dopiero po 9. A tu siedzenia z nosem w notatkach ciąg dalszy...
Nie chce ze mną współpracować pogoda, dobrze wie, że uczyć się muszę a tu skwar taki i duszno, że nie ma czym oddychać i warunki do nauki zerowe. Ale nie daję się... 
Chyba najważniejsze za mną. Teraz powtórki, utrwalanie, ćwiczenie... i proszę o kciuki w sobotnie przedpołudnie. Bardzo się przydadzą, każda ilość!
Ostatnie dni to jakaś męka dla mnie... pogoda, nauka... nic się nie chce a jednocześnie tyle trzeba. Walczę ze sobą, żeby dać radę. Jeszcze trochę... a potem obiecuję, że jadę na weekend nad jezioro!

Ps. No tak, siedzę z nosem w notatkach i zupełnie nie mam czasu na pozostawienie śladu u Was... natomiast bywam, czytam by nie mieć zaległości i jestem, nie ciałem, ale duchem jestem z Wami! Proszę jeszcze o chwilkę cierpliwości wracam do Was po sesji!

Jeszcze nie wszystkie kobietki wysłały mi nowe zaproszenia na blogi... gdybym mogła prosić o sprawdzenie i zaproszenie tam, gdzie go nie mam :) Dziękuję:*

wtorek, 18 czerwca 2013

O tym i o tamtym.

Było lato i lata nie ma. Pochmurnie i chłodno. Choć jakoś specjalnie nad tym nie ubolewam, bo mam lepsze warunki, żeby siedzieć z nosem w notatkach. Truskawkowy koktajl, notatki i ja to mój plan na dziś. I nawet 'odkurzyłam' mojego skype'a i powtarzamy sobie wieczorem słówka z dziewczynami. Lubię się uczyć z kimś, bo wtedy więcej zapamiętuję, więc fajnie, że mamy taką możliwość spotkać się wirtualnie i razem się uczyć.

Weekend na uczelni był dość męczący, ale na szczęście już za mną i to, co miałam do zaliczenia to udało mi się zaliczyć. Dostałam wszystkie wpisy. Dwa najważniejsze egzaminy z całego roku jeszcze przede mną. W sobotę pisemny, a w przyszłym tygodniu w piątek ustny. Którego się bardziej obawiam? Zdecydowanie pisemnego... Więc teraz powtarzam słówka i gramatykę, a tego jest tyle, że mam co robić... ale mam nadzieję zdążyć ze wszystkim.

Byliśmy w  niedzielę u teściów mych, niestety autko jeszcze stoi, bo jeszcze coś muszą wymienić. Ale w przyszłym tygodniu chciałabym już je zabrać :) no zobaczymy, bo póki co i tak autko mi niepotrzebne, bo dopiero od lipca wracam do pracy, po sesji.
Teściowa tym razem nie wchodziła mi zbytnio w drogę, więc plus dla niej. Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze zmienię o niej zdanie. Ma coś w sobie co mnie irytuje strasznie i mimo, że starałam się z całych sił żeby mieć z nią dobry kontakt... to tak jak już mówiłam nie raz, to musi działać w obie strony a nie tylko w jedną.
Em. zabrał mnie w niedzielę na spacer nad jezioro i poczułam się trochę jak na wakacjach... jeju jak ja bym chciała już być po egzaminach i pojechać sobie na wakacje... nad morze lub nad jezioro... ale jeszcze troszkę. Planujemy pojechać gdzieś w drugiej połowie sierpnia, ale może uda się wcześniej? Zobaczymy. Wiem, że w lipcu będę musiała troszkę popracować, bo teraz wzięłam wolne do lipca, żeby ze spokojem się teraz pouczyć.

Dopisane 19 czerwca
Czy ja narzekałam, że nie ma lata? Cofam wszystko. Upał, skwar, gooooorąco!  Zrobiłam sobie przerwę od  słówek, poszłam się 'przewietrzyć' i o zgrozo! to było najgorsze co mogłam zrobić... cieknie ze mnie. Na szczęście okna pokoju mam od strony Warty i mam namiastkę wiatru na 4 piętrze, więc jest całkiem całkiem, ale to co jest na dole na dworze to jakaś masakra... pogoda idealna na jezioro a nie na naukę... ale cóż. Mus to mus. Chyba udało mi się powtórzyć wszystkie słówka, ale niesposób je wszystkie spamiętać. Chwila oddechu i biorę się za gramatykę. Jeszcze niecałe trzy dni... w sobotę o tej porze będę już po... i jak Boga kocham będę się byczyć cały weekend. A od poniedziałku znów nos w notatkach...

czwartek, 13 czerwca 2013

Jakoś tak pozytywnie.

Kolejny poranek z nosem w notatkach. Wiecie co, od kilku dni budzę się i psychicznie z dnia na dzień czuję się coraz lepiej:) nawet nauka jakoś lepiej mi dziś idzie niż wczoraj...
Słówka prawie zapamiętane, jeszcze tylko parę razy powtórzę i będzie dobrze. Wczoraj usiadłam, poszperałam i prezentację też już mam gotową :) a dziś siedzę w notatkach i uczę się na ustne zaliczenie z teorii translacji. W między czasie posprzątałam pokój, wymyłam podłogę i jakoś od razu lepsza aura się zrobiła:) Teraz spokojnie mogę wrócić do notatek, potem szybki prysznic i jadę na pekap:) przyjeżdża dziś Agata, razem studiowałyśmy przez cztery lata, nawet razem mieszkałyśmy przez jakiś czas a po licencjacie pojechała do Anglii i teraz przyjechała na chwilę i zostaje u nas do jutra:) więc zresetuję się popołudniu, a tym czasem, do tego czasu muszę ogarnąć to, co mam do ogarnięcia i tylko przed zajęciami jutro mała powtórka i mam nadzieję, że jakoś dam radę... zapowiada się intensywny weekend, ale w niedzielę być może będę miała już moje nowe-stare autko:):):) o ile teść zdąży wymienić mi pompę paliwa, bo jeszcze to zostało do zrobienia. I będę śmigać!:)

środa, 12 czerwca 2013

Ręce pełne roboty.

Wstałam bardzo wcześnie, nie idę do pracy do końca tygodnia, więc mam trzy dni (niecałe) na ogarnięcie wszystkiego. Siedzę i nie wiem od czego zacząć. Mam sporo nauki na ten weekend - jeden test semestralny, zaliczenie ustne plus prezentacja, na którą nawet nie mam jeszcze pomysłu. Do tego jeszcze kilka innych obowiązków, bo przecież muszę jakoś funkcjonować. Aaaaaaa, nie wiem jak ja to ogarnę! Wiem, powinnam się odciąć od wszystkiego i zająć tylko nauką, ale tak nie potrafię. Za plecami okna, które wołają o pomstę do nieba (nie wspominając o balkonie!), góra ciuchów zdjętych z suszarki czekających na schowanie do szafy już mnie woła, nawet spod szafki wyjrzał kurz i najchętniej chwyciłabym za odkurzacz, a nie mam na to czasu... muszę się wziąć do roboty! Ciężki weekend przede mną i nie wiem jak go przetrwam :( I czy ja kiedyś obudzę się rano z myślą, że "dziś nic nie muszę"?
Trzymajcie za mnie kciuki, najlepiej wszystkie możliwe, bo nie wiem jak to będzie. 

niedziela, 9 czerwca 2013

"Kiedy powiem sobie dość..."

"Kiedy powiem sobie dość
a ja wiem, że to już nie długo"

Muszę się przyznać, że czuję się lepiej. Może nie jest idealnie, ale jest po mojemu. Może nie wszystko jest dobrze, ale mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej.
Dużo ostatnio spadło na mnie, nie ze wszystkim sobie poradziłam... bo nie muszę, prawda? No właśnie. Ale chciałam Wam podziękować za wsparcie, za to, że jesteście nie tylko tu, ale w ogóle. Wiem, ciężki mam charakter, za dobre serce, brak mi asertywności i sporo jeszcze takich by się znalazło. No cóż, chyba w końcu
Pierwszy powód, chyba standardowy, przyszła teściowa. Wkurza mnie babsko tak, że nie wiem! Od samego początku czułam, że fałszywa jest i dwulicowa a takich osób to ja nie cierpię! Ale dałam jej szansę, na prawdę. Byłam miła, uczynna, pomocna. Starałam się by nasz kontakt był dobry. Ale już od dłuższego czasu wychodzę z siebie i staję obok. Traktuje Em. jak małego chłopca, nad wszystkim chciałaby mieć kontrolę. Kontrwywiad normalnie, wszystko musi wiedzieć. Zanim Em. zamieszkał ze mną, wszelkie sprawy załatwiała ona. Ona miała wszystkie papiery z banku itp. Niedawno po dłuższej rozmowie z Em. stwierdziliśmy, że pora przejąć ster, zabraliśmy więc cały segregator dokumentów. Na początku nie przeszkadzało mi to, że np. mama mu wpłaca pieniądze na lokatę, które jej daje, albo, że załatwia to na poczcie. No ale Em. nie miał dostępu ani do swojego konta bankowego przez internet, ani do niczego. Więc był to dobry pretekst by przejąć władzę. Teraz wszystko załatwiamy my, a teściowa sra jak może. I tylko słyszę, że Em. ma jej te papiery oddać z powrotem, że ona tym się będzie zajmować itp itd. Więc gotuje się we mnie! Fakt, ona jest bardzo nadopiekuńcza, ale ileż można? Przecież Em. już jest dorosły, samodzielny, a ona wręcz nachalnie go kontroluje. Em. mnie uspokaja, mówi, że ona tak już ma, że to takie jej gadanie, że on się przyzwyczaił przez te wszystkie lata. Ma rację, ale czasami naprawdę irytuje mnie jej przesadna nadgorliwość. 
Powód drugi, samochód. Pewnie wspominałam gdzieś kiedyś, że nasze poprzednie autko nam się sypie. Od dawna zastanawialiśmy się nad kredytem i kupnem nowego. Ale co? Teściowa oczywiście robiła wielki szum, bo przecież Em. może do pracy jeździć rowerem, a czemu nie. No szlak mnie trafiał. Odpuściliśmy, ale to była kwestia czasu aż nie nawali coś poważniejszego. Szczęście w nieszczęściu, znaleźliśmy autko, a właściwie to ona znalazło nas. Z pewnej ręki jak to się mówi i niedrogo. Właśnie jutro Em. wysyła umowę do banku, czekamy na pieniążki i finalizujemy sprawę, więc jeden stres mniej:) a poprzednie autko małymi kroczkami będziemy remontować i ja będę miała własną furę, a jak! :)
Powód trzeci, uczelnia. Choć z tym emocjonalnie chyba radzę sobie najlepiej. Fakt, zbliża się sesja, a więc gorący okres, bo trzeba wszystko pozaliczać i ten tydzień będzie dla mnie ciężki, bo wracam do pracy, po pracy nauka, bo w weekend mam ostatni zjazd i sporo zaliczeń, więc przez ten tydzień będę chodziła na pełnych obrotach. 
Powód trzeci, rodzice i mieszkanie. Daję razem, bo wszystko się razem łączy. Raz, że to różnie z nimi bywa. Raz mile zaskakują, bo np. sami zaproponowali nam pożyczkę, byśmy mniej musieli wziąć kredytu, a innym razem zamiast wspierać to "nóż w plecy wbijają". No i namieszali nam z mieszkaniem. Od listopada mieszkamy w czwórkę razem z moim bratem i jego dziewczyną, ale oni wyprowadzają się na okres wakacji, żeby się finansowo odbić. Rodzice zadecydowali, że żal rezygnować z mieszkania, więc nasunął się pomysł wynajęcia ich pokoju na okres wakacji. Ponad miesiąc dzień w dzień wystawiałam ogłoszenie, martwiłam się, że nikogo nie znajdziemy i zostaniemy z całym mieszkaniem na głowie, a nas na to nie stać. Aż w końcu kiedy ktoś się znalazł, stwierdzili, że w sumie mój brat może mieszkać przez wakacje. Padłam. To po co całe to zamieszanie i moje nerwy? Nie wiem. Gdzie jeszcze się dowiedziałam, że też pewnie tylko do końca wakacji a potem i tak będę musiała znaleźć kogoś na ich miejsce. Nie komentuje, nie chcę się tym przejmować, bo nie ma to sensu, a ja muszę się teraz oszczędzać.
Powód czwarty, chyba ten kosztował mnie najwięcej. Nie raz pisałam o mojej "przyjaciółce" . Więc chyba już nastał odpowiedni dzień, by dać sobie spokój. Pamiętam, że kiedy wspomniałam Wam o nieporozumieniach, które wynikły między nami, radziłyście, że może jednak warto pomimo braku mojej winy wyciągnąć rękę. Cała ta sytuacja bolała mnie strasznie i wiele kosztowała, ale wyciągnęłam rękę. I choć nie było już jak dawniej, znów zaczęłam mieć nadzieję, że może z czasem będzie lepiej. Jak wiecie, niedawno brała ślub. We wszystko zaangażowałam się dość mocno... przygotowania, ubieranie sali, wszelkie szczegóły były na mojej głowie. Jeszcze w dzień ślubu przekonałam się, że "dziękuję" za to nie usłyszę, a wręcz przeciwnie. To był dla mnie maraton, od rana na wieczora na nogach, obiecałam, że pomogę, zostawiłam wszystkie swoje sprawy na boku. Bardzo to odchorowałam. Stres, zmęczenie, żal... wszystko się skumulowało i wybuchło. Było kiepsko, właściwie dopiero emocjonalnie doszłam do siebie w ten weekend. Ale jestem z siebie dumna, bo z Waszą pomocą po raz pierwszy od dawna zrobiłam coś dla siebie. Smutne, że musiałam się przekonać jak niewiele dla niej znaczę, ale bardzo mi ulżyło, kiedy odwołałam wszystko i zrobiłam ten malutki krok w swoją stronę. Muszę o siebie zadbać, nawet Em. zauważył, że wyglądam jak szczątki człowieka, bo wiecznie byłam kłębkiem nerwów i stresów. 
W końcu w weekend udało mi się troszkę zregenerować siły. W końcu spędziliśmy trochę czasu tylko we dwoje. Zdystansowałam się, wyciszyłam i teraz mogę zabrać się za pracę i naukę. To będzie ciężki czas, ale mam wsparcie w Em. i wiem, że dam radę:) 

piątek, 7 czerwca 2013

Doły i dołki.

Znowu łapię jakieś doły. Chyba zbyt długo próbowałam oszukać samą siebie, że będzie dobrze. Pozytywne myślenie to już mi bokiem wychodzi. Niektórym się wydaje, że taka dobra dusza jak ja, urodzona optymistka przecież nie ma żadnych problemów. Jest taka mądra, wszystko potrafi. Zawsze pomoże. Ze wszystkim sobie poradzi. A guzik! Tak na prawdę z niczym sobie nie radzę. Chyba tylko przyziemne obowiązki trzymają mnie jakoś w pionie. Bo muszę wstać, egzaminy się same nie zaliczą, pranie się samo nie wypierze itp. Chciałabym gdzieś wyjechać, na dłużej, zresetować się... ale czy jest to możliwe? To nie sprawi, że problemy znikną. Niestety. 

"To że latam samolotem
nie czyni ze mnie ptaka

Jeśli zrobię coś dobrze,
nie znaczy, że jestem  mistrzem

A jeśli zrobię coś źle,
to nie jestem głupcem

Mam prawo fruwa i pływać
mieć genialne pomysły
i mylić się czasami"


Nie jestem idealna. I zmęczyło mnie noszenie takiej właśnie etykietki. 

czwartek, 6 czerwca 2013

"Jeśli czujesz, że coś w twoim życiu nie gra..."


"Jeśli czujesz, 
że coś w  twoim życiu nie gra
i chciałbyś coś zmienić,
to nie szukaj biletu na koniec świata,
tylko zacznij tu i teraz"

Właśnie tak teraz czuję. Że coś nie gra, tylko jeszcze nie wiem co. Fakt, że sporo się działo przez ostatnie miesiące, jeszcze ja z moją tendencją do przeżywania wszystkiego bardziej niż trzeba... nic dobrego z tego nie wyszło. Chyba zatraciłam się gdzieś pomiędzy rzeczywistością a pozorami. Udając lepszą siebie, robiąc dobrą minę do złej gry, zakładając uśmiech, kiedy pozostała część mnie beczy wniebogłosy. A przecież nie muszę być idealna! Tylko jak to wszystko poukładać? Czuję się jakby mnie ktoś wyjął z innej bajki, jakbym nie żyła swoim życiem. Dziwne uczucie, a dookoła tyle przyziemnych spraw, z którymi trzeba sobie poradzić, mimo wszystko.

Nie obiecuję Wam, że będę tu codziennie. Nie obiecuję też, że będę pisać na bieżąco  Ale mogę Wam obiecać, że będę. Tak po prostu. Bez udawania.