poniedziałek, 23 kwietnia 2012

"Poznaj moją rodzinkę".

Piątek, godzina 20:30, kierunek Warszawa. 8 godzin spędzonych za kierownicą i o  4 dojechaliśmy do celu. Ryżki, mała wieś w lubelskim. Krótkie powitanie z rodzinką mojego Teścia i do łóżek. Podróż długa, mega zmęczeni, choć ja poczułam się zmęczona dopiero jak wysiadłam z auta. Może fakt, że kierowałam całą drogę i musiałam mieć oczy i uszy szeroko otwarte, spowodował, że zmęczenia nie czułam. Jechało mi się całkiem dobrze, raz szybciej, raz wolniej, bo pod koniec były dość gęste mgły. Zasypiamy. Pobudka o 9 rano, śniadanko i lecimy zwiedzać. Pogoda przepiękna, i jak to ja, przypiekłam sobie dekolt, który teraz jest czerwoniusieńki. Okolica, cudowna. Pola, lasy, miejscami odludzie, czyli moje klimaty :) potem godzinna, piesza wyprawa do sklepu (jedynego we wsi) po zimną mirindę - tylko my tak potrafimy. Obiadek, a po obiadku, kierunek Gręzówka czyli poznawania rodzinki ciąg dalszy, tym razem rodzinka Teściowej. Stres największy, bo chciałam wypaść jak najlepiej. 10 minut jazdy i jesteśmy. Wjeżdżamy na dość spore podwórko i witają nas: ciocia, babcia i dziadek. Jedyni dziadkowie M., bo Ci od strony taty już niestety nie żyją. Herbatka, ciacho i pogaduchy z najsympatyczniejszą 'ciocią' na świecie :) chyba od razu się polubiłyśmy. Zresztą, tu każdy o mnie słyszał nie raz. Jak Teściowa dzwoni do swojej siostry to nie raz napomknie co tam u mnie i u M. I tak mijają dwie godziny (a planowo mieliśmy być godzinę) i chcąc nie chcąc ruszamy. Dostaliśmy na drogę trochę ciasta i zaproszenie na wakacje i wspólne zbieranie jagód :). Już wcześniej rozmawiałam z M., że zamiast nad może, chciałabym przyjechać tu. Tak więc, jak wszystko dobrze pójdzie, po mojej obronie znów wybierzemy się do Gręzówki, tyle tylko, że tym razem na dłużej :) Wieczorem zaczął padać deszcz, ale dalej było potwornie duszno. Padłam koło 22, przyłożyłam głowę do poduszki i tyle mnie było. Rano pobudka i znów świeci słońce. Oczywiście jak to my, chcieliśmy pójść do sklepu, a ten na wsi od 10, więc wsiedliśmy w autko i pojechaliśmy do miasta. Koło 12 zabraliśmy tatusia M. i pojechaliśmy na cmentarz do jego rodziców. Potem obiadek i wyjazd ok. 15.30. Planowo mieliśmy ruszać w południe, ale wszystko Nam się przeciągnęło. Ruszyliśmy. Tym razem 6 godzin i tak o 22 odstawiliśmy tatusia do domku i sami ruszyliśmy do siebie. Szybki prysznic i spać, bo M. wstawał na 5 do pracy.
Wrażeń sporo. Oczywiście same pozytywne. I ogromna chęć powrotu w te strony. No i jak się okazało, więcej strachu niż potrzeba, bo wszyscy przyjęli mnie miło i serdecznie, czyli z otwartymi ramionami :)
I na koniec krótki dialog powitalny mojego Teścia i jednego z jego braci:
Teść: Dobrze Cię widzieć Ziemniaku!
W: Ciebie też Pyrko!
T: Ty mąko ziemniaczana!
W: Ty mąko pyrna!
:) i tyle w temacie jak się Pyra z Ziemniakiem spotkała :)