sobota, 31 sierpnia 2013

Weekendowo.

Ranny ptaszek ze mnie, wstałam razem z Em. z samego rana, zjadłam śniadanko i mobilizuję się by trochę się pouczyć, bo coś mi to mozolnie idzie. Ale póki Em. w pracy i jestem sama to może się w końcu zmobilizuję:)
Jak Em. wróci z pracy pewnie wybierzemy się do rodziców. Mamy też jechać zarezerwować w końcu salę, bo przeraża mnie trochę fakt, że do ślubu trochę ponad rok, a jeszcze nic nie mamy. Więc będę spokojniejsza, jak już sala będzie zaklepana, o tu:) to było pierwsze miejsce, które pojechaliśmy oglądać i od razu nam się spodobało:) Jak już sala będzie, to mam nadzieję, że wszystko powoli ruszy, trzeba będzie iść do księdza zaklepać termin i w końcu wybrać się na nauki przedmałżeńskie, bo mieliśmy to zrobić w marcu, ale jak złamałam nogę to się wszystko usrało, także cieszy mnie, że w końcu zaczynamy:) już mamy wstępnie koszty podliczone, zdecydowaliśmy się zrezygnować z poprawin i zamienić je na późniejsze śniadanie z tego co zostanie nam po weselu, żeby się nie zmarnowało. I w końcu trzeba też będzie pomyśleć o prezencie dla rodziców w ramach podziękowań. Wymyśliliśmy sobie film, który puścimy w trakcie wesela i rodzice dostaną go na płytkach na pamiątkę, o coś takiego chcemy, tylko dłuższe:)
W piątek mam egzamin i już sraczki dostaję... jestem w połowie i mam nadzieję, że ze wszystkim zdążę, chciałabym.  W czwartek znów przyjedzie P. i będziemy jeszcze razem powtarzać, a że egzamin jest dopiero na 15 to jeszcze w piątek będziemy miały trochę czasu. Chciałabym mieć to już za sobą.
Od drugiego tygodnia września wracam też do pracy u mojego wujka. Chociaż trzy dni w tygodniu, bo teraz każdy grosz się przyda, chociaż na własne wydatki. Wiem, że to nie jest spełnienie moich marzeń, bo męczę się tam, ale lepsza taka praca niż żadna. Porozsyłałam ogłoszenia o korepetycje ale póki co, cisza. Chciałabym, by coś się ruszyło, bo wtedy mogłabym spokojnie pozostać tylko przy tych zajęciach. Zobaczymy.

środa, 28 sierpnia 2013

A u mnie...

Uwielbiam takie weekendy, nicnierobienie, czasami mi tego potrzeba. Gdybym tylko nie miała w weekend okresu, z pewnością bardziej byśmy wykorzystali ten czas we dwoje... ale nie ma co, wszystko da się nadrobić:)
W poniedziałek mobilizacja, przyjechała P. i uczyłyśmy się do egzaminu. Przerobiłyśmy wszystkie działy z gramatyki. Właśnie P. pojechała do domu, a mnie dopadło zmęczenie... od rana, ledwo wstałam, to czułam się senna, a teraz to jakieś epogeum mnie dopadło:/ Więc tyle się cieszę, że wstępnie mam coś przerobione, jeszcze za kilka dni sobie powtórzę i muszę ruszyć te nieszczęsne słówka, a tak mi się chce, że oj:/ no, gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce to by było super.
I w siódmym niebie jestem, bo już się zaczęły nowe odcinki moich ulubionych seriali, więc będę miała co robić w przerwach od nauki:) i w końcu muszę dokończyć 100 faktów o mnie, hmm ciekawe czy będziecie czymś zaskoczone? 

sobota, 24 sierpnia 2013

Leniwie.

Z reguły nie lubię siedzieć i nic nie robić. Wolę jak coś się dzieje, wtedy czuję się jak ryba w wodzie. Z reguły, ale nie zawsze, bo dziś mam ten dzień, kiedy najchętniej zaszyłabym się gdzieś z dala od rzeczywistości. Dopadła mnie comiesięczna dolegliwość i jestem nie do życia. Rozdrażniona, obolała i sama nie wiem czego chcę? A ten mój Em. to anioł jakiś, że tak ze mną wytrzymuję, bo potrafię być wredna w te dni.  Więc dziś leżę i nie robię nic, notatki leżą pod stolikiem i ani mi się nie śni by je dziś do rąk brać. Choć mam nadzieję, że dojdę szybko do siebie, bo od poniedziałku zabieram się ostro do nauki.
A przed nami jeszcze leniwy wieczór i niedziela. Dziś spędziliśmy dzień w domu, razem. Fajnie tak czasem pobyć ze sobą, nic nie musieć robić, niczym się nie martwić :) a jutro wybieramy się do rodziców, bo jak to Em. stwierdził, że jak przesiedzimy niedzielę w łóżku to całkiem zgnuśniejemy. Więc jeszcze troszkę poleniuchujemy, póki można :)

piątek, 23 sierpnia 2013

Powrót do rzeczywistości.

Zawsze zastanawiam się dlaczego to, co najlepsze trwa zazwyczaj najkrócej? Tyle czekaliśmy na wyjazd, tyle odliczania, a te kilka dni minęło tak szybko, za szybko. 
Mimo wszystko,wyjazd udany, wykorzystaliśmy go w 100%. Choć pogoda może nie rozpieszczała, co nam nie przeszkadzało, to i tak wykorzystaliśmy wspólnie spędzony czas maksymalnie i mam nadzieję, że nasze akumulatory choć trochę zostały podładowane. To nam się teraz przyda, szczególnie mi.
Niestety jak to po wakacjach, w końcu trzeba wrócić do rzeczywistości... po powrocie na szczęście Em. miał jeszcze kilka wolnych dni, więc jeszcze miałam Go przy sobie i wspólnie pomału wracaliśmy do rzeczywistości. 
Muszę brać się do pracy, choć chęci brak, ale na początku września mam egzamin poprawkowy. Już coś zaczęłam dzióbać, powtarzać, ale muszę się rozkręcić i zacząć to ogarniać, bo czasu coraz mniej. Do połowy września muszę też oddać pierwszy rozdział pracy, ale tym zajmę się dopiero po egzaminie. 
A tak między Nami, wyjazd naprawdę dobrze Nam zrobił, mieliśmy cały czas siebie nawzajem, znów się zbliżyliśmy do siebie maksymalnie spędzając całe dnie razem. Odpoczęliśmy, a to chyba najważniejsze. A ja, jak to ja... nabrałam większego dystansu do pewnych spraw i mam nadzieję, że w końcu udało mi się odkreślić to, co nie warte grubą kreską i nie wracać do tego. 
Ruszyły też rozmowy ślubne, w końcu! Przecież zostało nam niewiele ponad rok i trzeba w końcu zacząć działać! Po powrocie z wakacji, usiedliśmy z Em. i zrobiliśmy kosztorys wesela, żeby wstępnie określić nasze wydatki. Sporo tego, ale mam nadzieję, że jakoś damy radę. Najważniejsze, że ruszają pomału te przygotowania, może w weekend w końcu pojedziemy zarezerwować salę :) Czuję, że to będzie Nasz najpiękniejszy, najwspanialszy dzień! A i jak rozmowy o ślubie ruszyły to i jakoś między nami taka magia jest :) czyli, że właściwe osoby na właściwym miejscu :)
Chciałabym więcej pisać, bo brakuje mi tego strasznie i tym bardziej mam nadzieję, że mi się uda :)

czwartek, 8 sierpnia 2013

Wakacje czuję w powietrzu!

Wielkie pranie, czyli przygotowania do wyjazdu rozpoczęte! Przede mną góra prasowania jak wszystko wyschnie, porządki i pakowanie:) Tak długo czekałam na ten wyjazd, bo wiem jak bardzo mi, nam jest on potrzebny. Mamy przygotowane warianty na każdą pogodę i nic nam planów i humorów nie popsuje! I jeden cel: odpocząć. Nabrać sił, zresetować się, zrelaksować i pobyć ze sobą. Wyjeżdżamy w sobotę a kiedy wrócimy tego nie wiemy:) planujemy 8 dni i myślę, że ta opcja jest bardzo prawdopodobna i nic nam planów nie popsuje.

Upałów ciąg dalszy, duszno strasznie, choć zapowiadają ochłodzenie już w nocy. Nawet i lepiej, bo oboje wolimy jak jest ciut chłodniej. Przy takiej pogodzie ani nie można normalnie funkcjonować, ani spać w nocy. Męczę się, nie mogę spać, w ciągu dnia ze mnie cieknie. Nie służy mi taka pogoda. Więc mam nadzieję, że jednak trochę temperatura spadnie, choć do 25 stopni, to dla nas najoptymalniej:) 

Ostatnio kiepskie miałam dni. Ale im bliżej wyjazdu, tym bardziej mnie cieszy i humor się poprawia:) Po ostatnich miesiącach należy nam się ten wyjazd i chcę go wykorzystać maksymalnie. 

Właśnie chodzi ostatni pralka, muszę zrobić listę rzeczy, by niczego nie zapomnieć, a trochę tego będzie, bo jak to pod namiotem, sporo rzeczy potrzebnych:) Pamiętam nasz pierwszy wyjazd pod namiot, kompletna wtopa, bo nie mieliśmy połowy rzeczy i poszliśmy na żywioł - przynajmniej było wesoło:) Po drugiej nocy M. wymiękł i zainwestowaliśmy w dmuchane materace:) teraz już mamy wprawę i wiemy co musimy wziąć. 

Jutro wielkie pakowanie i możemy jechać!:)

wtorek, 6 sierpnia 2013

Ponarzekam sobie.

A dziś sobie ponarzekam, na świat, na ludzi i inne drobiazgi.

To smutne, że kiedyś w końcu zostaje się samemu. Bo przychodzi taki moment kiedy nie jest się nikomu potrzebnym, nikt nie ma żadnego interesu i znajomi jakoś o tobie zapominają. Przykre. Choćbym nie wiem ile kontaktów nie chciała odświeżyć, to jakoś i tak chętnych na spotkanie brak. Cóż, nic na siłę. Ale ja pamiętliwa jestem jak trzeba.

To prawda, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. A szkoda. Temat rzeka, wiele mogłabym napisać jak mi źle i ile rzeczy w tej kwestii mnie boli... ale szkoda moich nerwów już.

Odliczam dni do naszego wyjazdu. Na prawdę. Potrzeba mi tego wolnego jak nigdy, bo w innym razie chyba wyjdę z siebie i stanę obok. Muszę się zresetować, odpocząć, nabrać sił. I mam nadzieję, że ten nasz wyjazd, oderwanie się od rzeczywistości, troszkę mi to umożliwi.

Beznadziejnie mi. Samej ze sobą źle. Pogoda dodatkowo nie ułatwia, zdecydowanie takie upały nie są dla mnie. I ja już nawet nie umiem nic nie robić, nie umiem się ponudzić, nie umiem odpocząć :( zaraz myślę czego jeszcze nie muszę zrobić. Czasami sama siebie mam dość. Nic dziwnego, że zostaję zawsze sama.


piątek, 2 sierpnia 2013

Lipcowo.

Jeju wieki mnie tu nie było! Nawet nie wiem kiedy przeleciał ten czas, mamy już sierpień a ja czuję się tak jakby gdzieś pomiędzy palcami uciekł mi cały lipiec ...
Praca dom, dom praca... praktycznie tak w większej części minął mi cały miesiąc. A tak bym chciała zatrzymać czas... tyle jest do zrobienia!
Odliczam czas do wakacji. Chcemy sobie pojechać nad morze od 10 sierpnia. Rozglądałam się za jakimiś fajnymi miejscami, chcieliśmy gdzieś bliżej morza, ale nad jezioro, ale nie znaleźliśmy nic co by nas urzekło, więc postanowiliśmy trzeci raz pojechać w to samo miejsce, przynajmniej wiemy, że będziemy zadowoleni:) tak więc pakujemy walizki i 10 sierpnia rano ruszamy w kierunku Ustronia morskiego:)
Od wczoraj mam urlop w pracy, cały sierpień mam wolny i być może od września wrócę. Teraz przyda mi się odpoczynek, czuję wyraźne przemęczenie, bo najpierw sesja, potem intensywny czas w pracy, nawet nie miałam zbyt wiele wolnego czasu by odpocząć. Obojgu Nam to dobrze zrobi:)
Mimo wszystko lipiec był miesiącem udanym:)
Odświeżyliśmy ściany w naszym pokoju i od razu się zrobiło przytulniej:) turkusowa ściana została, a pozostałe przemalowaliśmy na żółto:) docelowo chcemy też zlikwidować ten turkus, żeby wszystkie ściany były w tym samym kolorze, ale póki co podoba nam się tak, jak jest.
Tydzień temu byliśmy na ślubie mojej koleżanki ze studiów. Ach co to był za ślub! Począwszy od mszy w kościele, byłam pod ogromnym wrażeniem! Nigdy nie słyszałam tak pięknej mszy, po prostu przepiękna! Sam kościół też był ślicznie ubrany. Wybawiłam się po wsze czasy! Nie pamiętam kiedy tyle tańczyłam, więc musiało to być dawno temu. Towarzystwo również przesympatyczne, do rozmowy, do picia, na prawdę fajni ludzie. No i przepiękna para młoda, uśmiechnięci, szczęśliwi, dla każdego znaleźli czas by podejść, porozmawiać, wspólnie się pobawić. Oboje byliśmy na prawdę mile zaskoczeni po ostatnich, traumatycznych przeżyciach weselnych.
Postanowiliśmy z Em., że jak tylko wrócimy z wakacji to zabieramy się za organizację naszego ślubu i wesela, musimy w końcu jechać zarezerwować salę, bo już nam praktycznie pół roku przez palce uciekło, a czas goni i nie chcemy potem wszystkiego na ostatnią chwilę. Tak więc niebawem zaczniemy działać:)
Drugi dzień wolnego, a ja jeszcze nie poczułam, że mam wolne:) wczoraj doprowadzałam nasz pokój do stanu używalności, bo wołał o pomstę do nieba. Po południu pojechałam do rodziców, bo mieli swoją rocznicę ślubu, więc troszkę poświętowaliśmy. I jak zwykle, przypadkiem dowiedziałam się, że mój brat się zaręczył w zeszły weekend. Jeszcze nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać... sytuacja jest skomplikowana, bo komuś się wydaje, że jak się przed nas wepchną ze ślubem to się przecież nic nie stanie. A ja wyraźnie powiedziałam, że się nie zgadzam. Zawsze on był lepszy, a ja taka czarna owieczka całej rodziny, więc nie pozwolę by i mój ślub zniszczył swoim ślubem. Aj, już nawet nie mam siły się denerwować.
Dziś wybieram się do lekarza z wynikami kontrolnych badań, które ostatnio robiłam. A i w końcu od dawien dawna będę miała okazję być w mieście i planuję kupić sobie materiał na sukienkę i spódnicę i coś sobie uszyję przed wyjazdem naszym:) a i popołudnie zapowiada się dość sympatyczne:)