Ranny ptaszek ze mnie, wstałam razem z Em. z samego rana, zjadłam śniadanko i mobilizuję się by trochę się pouczyć, bo coś mi to mozolnie idzie. Ale póki Em. w pracy i jestem sama to może się w końcu zmobilizuję:)
Jak Em. wróci z pracy pewnie wybierzemy się do rodziców. Mamy też jechać zarezerwować w końcu salę, bo przeraża mnie trochę fakt, że do ślubu trochę ponad rok, a jeszcze nic nie mamy. Więc będę spokojniejsza, jak już sala będzie zaklepana, o tu:) to było pierwsze miejsce, które pojechaliśmy oglądać i od razu nam się spodobało:) Jak już sala będzie, to mam nadzieję, że wszystko powoli ruszy, trzeba będzie iść do księdza zaklepać termin i w końcu wybrać się na nauki przedmałżeńskie, bo mieliśmy to zrobić w marcu, ale jak złamałam nogę to się wszystko usrało, także cieszy mnie, że w końcu zaczynamy:) już mamy wstępnie koszty podliczone, zdecydowaliśmy się zrezygnować z poprawin i zamienić je na późniejsze śniadanie z tego co zostanie nam po weselu, żeby się nie zmarnowało. I w końcu trzeba też będzie pomyśleć o prezencie dla rodziców w ramach podziękowań. Wymyśliliśmy sobie film, który puścimy w trakcie wesela i rodzice dostaną go na płytkach na pamiątkę, o coś takiego chcemy, tylko dłuższe:)
W piątek mam egzamin i już sraczki dostaję... jestem w połowie i mam nadzieję, że ze wszystkim zdążę, chciałabym. W czwartek znów przyjedzie P. i będziemy jeszcze razem powtarzać, a że egzamin jest dopiero na 15 to jeszcze w piątek będziemy miały trochę czasu. Chciałabym mieć to już za sobą.
Od drugiego tygodnia września wracam też do pracy u mojego wujka. Chociaż trzy dni w tygodniu, bo teraz każdy grosz się przyda, chociaż na własne wydatki. Wiem, że to nie jest spełnienie moich marzeń, bo męczę się tam, ale lepsza taka praca niż żadna. Porozsyłałam ogłoszenia o korepetycje ale póki co, cisza. Chciałabym, by coś się ruszyło, bo wtedy mogłabym spokojnie pozostać tylko przy tych zajęciach. Zobaczymy.