Zrobiłam sobie w piątek dzień lenia, a co, raz kiedyś można. Nie poszłam na wykład i nawet nie było mi z tego powodu specjalnie przykro, tym bardziej, że nic nie straciłam. Nawet nie byłabym w stanie pójść, bo dostałam @ i czułam się fatalnie. Nie mam pojęcia od czego to zależy, biorę hormony, więc i krwawienie i ból powinny być zminimalizowane, a tu raz tak, że nic nie czuję, a drugim razem jestem cała połamana. Dopiero po południu poczułam się lepiej i wzięłam się za naukę słówek.
Sobotę spędziłam kilka godzin na uczelni, test był dość łatwy, więc nie powinno być żadnego problemu z zaliczeniem. Po południu wyciągnęłam Em. na zakupy, bo moja szafa już błagała o nowe rzeczy. Już zapomniałam jak to jest chodzić po centrum handlowym, odwiedzać sklepy, oglądać ciuchy, kupować. I zaczęłam się nawet zastanawiać i doszłam do wniosku, że to były nasze pierwsze takie zakupy odkąd jesteśmy razem:) zawsze tylko spożywcze robimy wspólnie, albo jak Em. trzeba coś kupić i zazwyczaj trwa to krócej. A tu spędziliśmy całe popołudnie i szczerze mówiąc już nam nogi do tyłków wchodziły. Na szczęście udało mi się odświeżyć moją garderobę, bo pustki takie były, że momentami nie miałam już co na siebie zakładać, a tak, na jakiś czas wystarczy, a potem będę sobie sukcesywnie wymieniać te stare, znoszone rzeczy na nowe.
Niedziela minęła nam tak szybko, że nawet sama nie wiem kiedy. Od rana udało mi się posprzątać częściowo mieszkanie, potem do kościoła, w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Ikeę, ale nic nie kupiliśmy takie kolejki były. Wróciliśmy do domu, chwila na przebranie i trzeba było jechać na urodzinki Gabi. To byłoby nawet miłe popołudnie, gdyby nie fakt, że znów źle się czułam. Było mi gorąco, aż czułam, że mnie pali od środka, szczególnie twarz, bo jak włączyli ogrzewanie to momentalnie zrobiła się duchota i do tego rozbolał mnie brzuch, więc czułam się jakbym miała się przewrócić. Ale co się naczytałam bajek maluchom, to się naczytałam:) Wróciliśmy do domu pod wieczór, obejrzeliśmy zaległy serial i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Dzisiaj od rana kończę porządki coś skończyć nie mogę. A to zamawiałam książki, potem miałam rozmowę telefoniczną z szefową, która znów wymyśla, a teraz sobie usiadłam na chwilę i zaraz lecę dalej, pranie rozwiesić, dokończyć porządki i zrobić obiadek.
Dziś makaron z łososiem i szpinakiem:)
Sobotę spędziłam kilka godzin na uczelni, test był dość łatwy, więc nie powinno być żadnego problemu z zaliczeniem. Po południu wyciągnęłam Em. na zakupy, bo moja szafa już błagała o nowe rzeczy. Już zapomniałam jak to jest chodzić po centrum handlowym, odwiedzać sklepy, oglądać ciuchy, kupować. I zaczęłam się nawet zastanawiać i doszłam do wniosku, że to były nasze pierwsze takie zakupy odkąd jesteśmy razem:) zawsze tylko spożywcze robimy wspólnie, albo jak Em. trzeba coś kupić i zazwyczaj trwa to krócej. A tu spędziliśmy całe popołudnie i szczerze mówiąc już nam nogi do tyłków wchodziły. Na szczęście udało mi się odświeżyć moją garderobę, bo pustki takie były, że momentami nie miałam już co na siebie zakładać, a tak, na jakiś czas wystarczy, a potem będę sobie sukcesywnie wymieniać te stare, znoszone rzeczy na nowe.
Niedziela minęła nam tak szybko, że nawet sama nie wiem kiedy. Od rana udało mi się posprzątać częściowo mieszkanie, potem do kościoła, w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Ikeę, ale nic nie kupiliśmy takie kolejki były. Wróciliśmy do domu, chwila na przebranie i trzeba było jechać na urodzinki Gabi. To byłoby nawet miłe popołudnie, gdyby nie fakt, że znów źle się czułam. Było mi gorąco, aż czułam, że mnie pali od środka, szczególnie twarz, bo jak włączyli ogrzewanie to momentalnie zrobiła się duchota i do tego rozbolał mnie brzuch, więc czułam się jakbym miała się przewrócić. Ale co się naczytałam bajek maluchom, to się naczytałam:) Wróciliśmy do domu pod wieczór, obejrzeliśmy zaległy serial i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Dzisiaj od rana kończę porządki coś skończyć nie mogę. A to zamawiałam książki, potem miałam rozmowę telefoniczną z szefową, która znów wymyśla, a teraz sobie usiadłam na chwilę i zaraz lecę dalej, pranie rozwiesić, dokończyć porządki i zrobić obiadek.
Dziś makaron z łososiem i szpinakiem:)
Mam nadzieję, że już zapomniałaś o tym, że źle się czułaś ;-)). Ty się szykuj na spotkanie ze mną :P:P:P
OdpowiedzUsuńWażne że zakupy sie udały :) zapraszam do siebie
OdpowiedzUsuńJa z tym moim okresem też już nie wyrabiam. co prawda nie biorę hormonów. Ale też jednego miesiąc umieram, drugiego jest całkiem znośnie. Nie wiem już od czego to wszystko zależy.
OdpowiedzUsuńmakaron z łososiem i szpinakiem - uwielbiam!!
OdpowiedzUsuń