niedziela, 12 stycznia 2014

Przeprowadzamy się.
Za zamieszanie przepraszamy i zapraszamy:)

Kropka.

piątek, 10 stycznia 2014

Porządki.

Dziś mam wolny dzień, więc zabrałam się za gruntowne porządki. Od rana plany pokrzyżował mi trochę @, ale się nie dałam, tabletka, chwilę poleżałam i do roboty! Ale porządki nie tylko te w mieszkaniu, ale także w życiu są potrzebne.
Pierwsze dni stycznia nie były dla mnie łaskawe. Wiecznie chodziłam podirytowana, nabuzowana, taka jakaś nie swoja. Wszystko mnie drażniło i sama nie wiedziałam czego chce. Raz, że pewnie pms zrobił swoje, dwa ta pogoda, nie wiadomo czy to jesień czy wiosna, bo zima to na pewno nie jest. Aż w końcu stwierdziłam, że mamy nowy rok i trzeba coś w życiu zmienić, zadbać o siebie, zrobić dla siebie coś dobrego. We wtorek po pracy wyciągnęłam Em. na basen i sauny. I to był strzał w dziesiątkę! Wygrzaliśmy tyłki w saunie, wymasowaliśmy w bąbelkach i od razu jakoś tak się człowiekowi lepiej zrobiło i fizycznie i psychicznie. Więc mamy postanowienie, że przynajmniej raz w miesiącu zrobimy sobie taki wypad, choćby się waliło i paliło, stwierdziłam, że tyle jestem w stanie sobie odłożyć, na małe przyjemności. Planujemy też zapisać się na siłownię, coś trzeba z tym naszym życiem zrobić, zadbać o siebie. Idziemy też na badania, nie wiem jakim cudem udało mi się Em. na to namówić, ale się udało, więc przynajmniej skontrolujemy jak tam nasze zdrowie wygląda:) 
Po przerwie świąteczno-sylwestrowej już się chyba wbiłam w rytm pracy. I czas znów zaczął pędzić. Na początku lutego mam egzamin pnja, więc od poniedziałku chciałabym zacząć robić w tym kierunku. W planach także drugi rozdział mojej magisterki, więc będę miała co robić.
W poniedziałek w końcu wybieramy się do banku załatwić kredyt. Mamy już wszystkie papierki, no prawie wszystkie, trochę to trwało jak to papierkowa robota, ale wygląda na to, że na poniedziałek wszystko będzie gotowe i możemy zacząć załatwiać:)
A dziś gruntowne porządki, oczywiście jak to ja, oprócz porządków to mam milion rzeczy w trakcie do zrobienia, więc pewnie do wieczora mi się zejdzie:) Wymyśliłam dziś na obiad zapiekankę, więc niedługo zamykam się w kuchni i po południu odbieram Gabryśkę ze żłobka. Niby wolne, ale na nudę narzekać nie mogę. Jutro palcem nie kiwnę, będę się lenić ile się da! :)

piątek, 3 stycznia 2014

Piątkowo.

Po pierwsze chciałabym aby w nowym roku było mnie tu więcej, w blogowym świecie. Lubię to moje miejsce, taka odskocznia od codzienności. 
Wczorajszy dzień w pracy nie był aż taki zły jak myślałam, ale cały czas czułam zmęczenie. Może taki po prostu miałam wczoraj dzień, senny ale nie najgorszy:)
Dziś od rana wzięłam się za porządki, pranie, bo już z kosza kipi i jeszcze poodkurzać muszę. Potem siądę z notatkami, bo jutro zaliczenie z translacji, obiadek zrobię w międzyczasie i będzie trzeba się zbierać na zajęcia. Dziś do 21:/ kompletnie już o tej godzinie nie myślę, ale może uda się wyrwać wcześniej bo ostatnie mamy konsultacje z promotorką więc może nas puści. 
Ale dziś miałam koszmar, obudziłam się w podłym nastroju, ale na szczęście już mi lepiej. Kilka dni temu śniło mi się, że umarła mi mama, a dziś śniło mi się, że umarł Em. To było okropne... to uczucie, że Jego nie ma, wszechobecna pustka... Wybudził mnie poranny sms od Em. i już się nie kładłam spać. Nie wiem skąd biorą się te moje sny... czy coś oznaczają? 
Dziś znów u Nas ładne słoneczko, więc pranie można na balkon wystawić i niech je trochę przewieje, lubię zapach prania suszonego na dworze:) 
Oj zrobiłabym sobie dziś wagary, ale fakt, że mamy dziś seminarium na którym muszę być. Więc trzeba będzie się zmobilizować i jakoś ten weekend przetrwać. A w poniedziałek palcem nie ruszę, o! Będę leniuchować i jak to dobrze, że Em. będzie w domu, przynajmniej jeszcze trochę się nim nacieszę.

czwartek, 2 stycznia 2014

Noworocznie.

Lubię każdy nowy rok. Można wtedy zacząć "wszystko" od nowa, z czystą kartką. A przynajmniej to fajna okazja, by coś zmienić, zacząć coś nowego. Ja postanowień noworocznych nie mam, ale jak każdy z nas, mam swoje małe i duże marzenia, plany. Przede wszystkim chciałabym być lepsza dla siebie samej.
Sylwestra mieliśmy spontanicznego, czyli tak jak lubię. Mieliśmy w planach zostać w domu, więc zrobiłam różne przekąski, kupiliśmy szampana i alkohol do drinków. Mieliśmy spędzić go we dwoje, a w ostatniej chwili spędziliśmy go we czworo:) I jak zawsze wyszło na moje, bo już kilka dni wcześniej męczyłam Em. by zadzwonił do Adriana i zapytał czy nie mają ochoty wpaść do nas w Sylwestra, ale Em. się wykręcał, aż Adrian sam zadzwonił i od słowa do słowa ustalili, że wpadniemy po nich koło siódmej i zabierzemy do Nas. Więc miło spędziliśmy ten sylwestrowy wieczór z Adrianem i Agą. Było wesoło, tak więc tym bardziej się cieszę, że mieliśmy towarzystwo, choć nie wątpię, że we dwoje też by nam dobrze było:) Panowie tak pobalowali, że spać szliśmy o 4 nad ranem, aż się sama dziwię, że dotrwałam do tej godziny nie zasypiając na siedząco. Wstaliśmy wczoraj koło 10, niektórzy mieli problem ze wstaniem, a raczej z utrzymaniem się w pionie i z bóle głowy, haha, jak to mówią "cierp ciało, coś chciało":) Tak więc mieliśmy wczoraj leeeeniwy dzień, po południu odwieźliśmy towarzystwo do domu i resztę popołudnia spędziliśmy na kanapie oglądając seriale - lubię takie dni, a teraz będzie ich zdecydowanie mniej:(
Dziś po długiej przerwie wracam do pracy, zajęcia przygotowane i niedługo się zbieram. A psikusa mi takiego zrobili, bo zmienili tabliczki z rozkładem jazdy, patrzę i nie ma mojego autobusu! Ba, połowy autobusów w rozkładzie nie było, a że to jest tylko przystanek na trasie, to nawet ani kogo zapytać ani nic... no ale przyjechał, radość moja wielka, bo nie dość, że zimno, to jeszcze zmartwiłam się, że nie będę miała jak dojechać. 
Weekend spędzam na uczelni, i to dość intensywnie, bo doszły nam nowe wykłady więc w sobotę i niedzielę po południu na uczelni też posiedzę... Dodatkowo w sobotę mam zaliczenie semestralne z translacji więc jutro sobie posiedzę z tekstami, ale na szczęście już wcześniej coś tam podzióbałam, więc nie będzie tak źle. Udało mi się też poprawić pierwszy rozdział i odesłać promotorce, jutro mamy seminarium więc może dowiem się czy zaakceptuje, czy znów do poprawy. No i drugi rozdział czas najwyższy zacząć pisać, więc muszę nabrać tempa. 
Jakaś taka zmęczona się dziś czuję, może przez ten wczorajszy leniwy dzień, muszę się rozkręcić. Kawka wypita, zaraz mam pierwsze zajęcia. A Wy jak się czujecie w nowym roku:)?