poniedziałek, 31 grudnia 2012

Sylwestrowo.

Czas na ostatnią notkę w tym roku. Jaki był, taki był i oby następny był lepszy od mijającego :) Planów sylwestrowych, tak jak wspominałam, nie mamy. Spędzamy go w domu, ale myślę, że i tak będziemy się fajnie bawić:) a za nim powitamy Nowy Rok, czekają mnie porządki. Muszę wysprzątać całe mieszkanie, żeby w owym roku było u Nas zawsze czysto, bo jaki sylwester taki cały nowy rok! :) a więc dzisiejszy dzień spędzę na porządkach, potem gotowanie i będę czekała na Em. aż wróci z pracy i będziemy mogli razem troszkę poświętować. Tak naprawdę cieszę się, że zostaliśmy w domu, że nigdzie nie wychodzimy, bo jakoś nawet specjalnie nie mam na to ochoty. Wolę chyba Nasze domowe zacisze, bo fakt, tym razem z mieszkaniem trafiliśmy idealnie. Oboje się tu bardzo dobrze czujemy, więc może dlatego wolimy spędzić ten czas w swoich czterech ścianach.
Za nim jednak wezmę się za porządki, szybkie śniadanko, trochę się ogarnę, dobra muzyka, kieliszek wina i można sprzątać :)

Zatem życzę Wam moje Kochane szampańskiej zabawy! Nawet jeśli planów sylwestrowych Wam brak, bo nie trzeba wychodzić z domu, by dobrze się bawić. Życzę Wam, aby Nowy Rok okazał się jeszcze lepszy niż ten, który mija. Aby Wasze plany, cele i postanowienia spełniły się . Dużo szczęścia i pomyślności w nowym, 2013 roku :)

sobota, 29 grudnia 2012

Przed-sylwestrowo.

Podsumowanie starego roku i postanowienia noworoczne już były, a zapomniałam napisać o planach sylwestrowych. A raczej o ich braku. Pomysły na Sylwestra były. Z jednym, niestety obudziliśmy się trochę za późno, ale okazało się, że Em. wziął sprawy w swoje ręce i zarezerwował dla Nas sylwestra w hotelu. Ucieszyłam się ogromnie, choć bardziej z tego, że to Em. z własnej inicjatywy się tym zajął. A potem, któregoś grudniowego wieczoru, oboje stwierdziliśmy, że w tym roku wolimy zostać w domu. Zawsze chciałam gdzieś wyjść, niekoniecznie pojechać, ale wyjść potańczyć itp. Dwa razy z rzędu sylwestra spędzaliśmy na starym rynku. W tym roku jakoś sama siebie nie poznaję, ale niczego bardziej nie pragnę jak spędzić sylwestra w domu, z Em. i z butelką dobrego wina. Tak więc rezerwacja została odwołana, a my spędzimy tą noc we dwoje. Bo nie ważne gdzie, ważne, że razem :) to jest moje ulubione powiedzenie! Być może wpadną do Nas znajomi, kolega z pracy Em. ze swoją żoną, ale to nic pewnego, bo A. jest już praktycznie na końcówce ciąży i nie wiadomo jak się będzie czuła. Tak czy siak, zadowolona jestem :)
Dziś wybraliśmy się na zakupy, czyli zaopatrzenie w postaci butelki wina (dla mnie), butelki whisky (dla Em.) i czegoś do pochrupania, czeka na sylwestrową noc :) w planach jeszcze mam zrobienie bigosu, bo miałam robić już na święta, ale nie było kiedy, no i może jakąś sałatkę zrobię :) także zapowiada się miło, z gośćmi czy bez, na pewno będzie sympatycznie.
Korzystając z tego, że wyprzedaże w sklepach ruszyły pełną parą, wybrałam się na po-świąteczne zakupy. Już od jakiegoś czasu zamiast prezentów dostaję pieniążki, bo wtedy jak to mówią i wilk syty i owca cała, bo mogę sobie kupić to, co potrzebuję, bez obaw, że coś nie będzie mi się podobało. Więc wyruszyłam na zakupy, a że dawno nie kupiłam sobie nic do ubrania, postanowiłam głównie odświeżyć moją garderobę. W Carry kupiłam sobie dwie bluzko-tuniki, niestety nie mają ich na stronie internetowej (nie wiem dlaczego) i nie mogę Wam ich pokazać... do mojej kolekcji dołączyły również klasyczne czarne rurki, bo spodnie miałam tylko jedne, a odkąd zaczęłam chodzić głównie w leginsach nie kupowałam żadnych, więc te się przydadzą. No i głównym zakupem okazały się buty. Pierwsza kupiła je moja mama, a ja się w nich zakochałam! Są mega wygodne, na korku, czego w ogóle nie czuć jak się je założy. Wystraszyłam się trochę ceny, bo jak usłyszałam, że są z Ecco, to nie powiem, zawachałam się. Ale po przecenie plus po rabacie z karty mojej mamy, cena była całkiem całkiem, jak na takie wygodne buty, które posłużą mi na długie lata. No i mama mnie przekonała, że w ramach prezentu gwiazdkowego od nich mam sobie kupić te buty, że żałować nie będę, bo ona sama wypróbowała tę markę i na prawdę warto, nie tylko ze względu na komfort noszenia. Więc pomyślałam 'a co mi tam!', raz się żyje, więc jedne takie buty mogę mieć. Zresztą same oceńcie: klik.
A z takich drobiazgów, to kupiłam sobie tusz do rzęs, również podpatrzyłam go u mamy i jestem bardzo zadowolona! Klik. Ten akurat jest typowo dla niebieskich oczu, podkreśla ich kolor, ma takie fajne błyszczące drobinki i mimo, że niby dodaje objętości, to po nałożeniu rzęsy wyglądają bardzo naturalnie - w sam raz dla mnie, bo właśnie o taki efekt mi chodziło :) I ostatni drobiazg, to błyszczyk-balsam. Szukałam czegoś bez brokatów, co nada ustom połysk a jednocześnie będzie dawał naturalny efekt i znalazłam :) Klik. Błyszczyk idealnie nawilża usta na bardzo długo, daje delikatny, naprawdę naturalny kolorek dzięki czemu, można go używać codziennie a i zapach, od samego wąchania robię się głodna :) nr mojego koloru to 51 :)
Więc zakupy udane, a jak udane to znaczy, że i Lena jest zadowolona, a jak :)

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Refleksyjnie w Święta.

Święta to właśnie taki czas, który skłania Nas do przemyśleń, refleksji. I mnie dzisiaj dopadł taki refleksyjny nastrój. Już po Wigilii, potrawy zjedzone, prezenty rozdane, Wigilijne ciacho zjedzone, kawka wypita, a teraz siedzę w domku grzejąc się blaskiem świec, przy choince i postanowiłam zapisać wszystkie moje przemyślenia.
Po pierwsze, dziś Nasza pierwsza rocznica zaręczyn. Rok ten minął Nam niesamowicie szybko. Pojawiły się pierwsze plany dotyczące Naszej wspólnej przyszłości, życia. I tak sobie myślę, że trafił mi się wspaniały facet. I mimo, że czasem mamy gorsze dni, to i tak zawsze problemy i trudności pokonujemy wspólnie, a wszystko jeszcze bardziej umacnia Naszą miłość. Wiem, że z Nim niczego nigdy mi nie zabraknie, że zawsze będę czuła się kochana i potrzebna. Będziemy fajną rodzinką:) A taką wisienką na torcie, będzie Nasze dzieciątko, na które już czekam z niecierpliwością! I tak sobie spojrzałam dziś na moich rodziców, którzy już są gotowi na pozostanie dziadkami i wiem, że świetnie by się w tej roli odnaleźli:)
Jedyne co mnie martwi i właściwie głównie o tym dziś myślę, to mój brat. Właściwie nigdy nie miałam okazji więcej o nim napisać. Jest młodszy ode mnie o dwa lata. Kiedyś żyliśmy jak pies z kotem, rodzice mieli z nami czasami cztery światy, bo wiecznie się kłóciliśmy. Dziś, z wiekiem, nasze relacje są naprawdę dobre. Dogadujemy się właściwie bez problemów, co ogromnie mnie cieszy. Mój brat to naprawdę wspaniały facet. Mądry, przystojny, zaradny... idealny kandydat na męża. Niestety martwi mnie trochę sytuacja w jego związku. Poznali się z M. jeszcze w liceum i od tamtego czasu są razem, 5 lat. Od listopada mieszkamy razem, w czwórkę. Ale widzę, że mój brat jest przygaszony, że nie jest pewien czy to jest faktycznie to. M. jest specyficzna, nie da się ukryć. Ale trochę przesadza czepiając się o wszystko i robiąc z igły widły. Widać, że mojemu bratu zależy, ale widać też jak bardzo się tym męczy. Jak bardzo bym jej nie lubiła, to w głębi serca liczę na to, że mimo wszystko się dotrą, bo początki nie zawsze są łatwe i piękne. Nie chciałabym żeby cierpiał, żeby zmarnował sobie kilka lat życia, tak jak ja.
Czekają nas dwa dni słodkiego lenistwa i beztroskiego objadania się:) Chcemy te dwa dni wykorzystać maksymalnie, zwłaszcza, że dziś mieliśmy dla siebie zaledwie kilka godzin. Za to jutro spędzimy większość dnia razem, a po południu wracamy do Naszego mieszkanka. Także mam nadzieję, że zdążymy się sobą nacieszyć.
Pozostając w nastroju świątecznym, życzę Wam jeszcze raz miłego świętowania :)

niedziela, 23 grudnia 2012

Świątecznie.

Już jutro Święta. Dziś spakowaliśmy się i pojechaliśmy do domu. Jeszcze w tym roku, ja do swoich rodziców, a Em. do swoich. Po cichutku sobie myślę, że może już w przyszłym roku Wigilia będzie już wspólna:) no a w tym roku, jeszcze musimy przemęczyć się osobno.
W tym roku rodzinna Wigilia jest u mojej chrzestnej, z czego ogromnie się cieszę, bo jak wiecie, uwielbiam tam przebywać. Jutro już z samego rana jadę zająć się małym J. i pomóc E.w przygotowaniach do kolacji. Potem prezenty i kawa, na której będę już z Em. No i jutro Nasza pierwsza rocznica zaręczyn - jak ten czas leci!
Prezenty popakowane, jeszcze tylko czeka mnie lukrowanie mamusiowych pierniczków, a właściwie jestem już w trakcie:)
Tak więc przygotowania do Świąt pełną parą, w całym domu już czuć zapach kapusty i innych pyszności. Nawet, ku mojemu zdziwieniu, od kilku godzin sypie śnieg:) już zaliczyłam pierwsze odśnieżanie. Czy mamy szansę na białe Święta? Niby ma być odwilż, ale zobaczymy.
Tak czy siak, już pewnie się tu nie pojawię przed Wigilią, więc już teraz chciałabym Wam złożyć świąteczne życzenia.


Kochane blogowiczki! 

Przede wszystkim życzę Wam Świąt pełnych magii! 
Pachnących choinką, pierniczkami i pełne rodzinnego ciepła! 
Zdrowia, spokoju, pogody ducha. 



Tak po prostu, banalnie - Wesołych Świąt!

wtorek, 18 grudnia 2012

Choinkowo.

Prawie tydzień czekała w mrozach na balkonie. Czekała z niecierpliwością, aż wniesiemy ją do domu, zawiesimy ozdoby, zapalimy lampki. I się doczekała! Nasza pierwsza, wspólna i wyczekana choinka :)
Poza tym, święta już tuż tuż :) A we mnie jakaś nienazwana radość, której już dawno nie było w kwestii świąt. Może dlatego, że od zeszłych świąt nie są to dla Nas już tylko zwykłe święta? A może też dlatego, że mamy choinkę, a cały weekend pachniało u Nas pierniczkami? Sama nie wiem, ale cokolwiek to jest, niech trwa jak najdłużej :)
Niestety ja nadal churchlam i smarkam i aż się Misiatemu udzieliło, bo od wczoraj niestety ma to samo, co ja :( Nafaszerowałam go lekarstwami i mam nadzieję, że się to u Niego aż tak bardzo nie rozwinie jak u mnie. Oby święta jednak były zdrowe, bo ja od wczoraj przechodzę 'ostatni' etap mojej choroby, ale chyba najgorszy - nie mam smaku ani węchu, a to dla mnie katastrofaaaa! Wszystko smakuje jednakowo, nijak... aż nie mam apetytu na samą myśl, także mam nadzieję, że szybko minie.
Uciekam już ogarnąć trochę pokój i pozostaje mi czekać na mojego Em. Już ja się Nim zajmę jak tylko wróci! Cytryna, miodek i inne specyfiki czekają w pogotowiu :)

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Odnaleźć szczęście.

Odnaleźliśmy szczęście. W szarej codzienności zagubiliśmy się obydwoje, przestaliśmy rozmawiać i słuchać siebie nawzajem. Tak niewiele brakowało żeby zaprzepaścić to, co Nas łączyło. Nasza miłość, która jest przecież bezgraniczna, cokolwiek by się nie działo. Tylko oboje o tym zapomnieliśmy. Na szczęście szybko udało Nam się odnaleźć. I znów jest między Nami pięknie, jest namiętność, są emocje i miłość wszechobecna. W Naszych oczach znów jest to światełko, iskierka, która powoduje, że świat już nie jest szary, ale pełen kolorowych barw. I Nasze plany są już Nasze, nie moje, nie Jego, ale Nasze. Wspólne. On zrozumiał, że trzeba rozmawiać, nawet na trudne tematy, a ja zrozumiałam, że wszystko przyjdzie w swoim czasie, że nie da się niczego przyśpieszyć. Odnaleźliśmy Nasze szczęście.

Sobotę spędziłam u mojej chrzestnej z małym J. Lubię tam przebywać. Jest to miejsce, w którym mogę odpocząć, w którym czuję się jak u siebie. Obecność małego J. sprawia, że wszystkie problemy z dorosłego życia przestają istnieć. Taka mała istotka a daje tyle radości! Jest lekarstwem na całe zło! Spędziliśmy razem fajny dzień. W niedzielę obudził mnie głos małego J.: "A gdzie jest Lena? Gdzie śpi Lena? Idziemy zobaczyć do Leny." I od razu człowiek wstaje z uśmiechem na twarzy, bo widok uśmiechniętej mordki od samego rana jest bezcenny :) Długi, piżamowy i leniwy niedzielny poranek zakończył się wraz z przyjazdem Em. Mały J. najpierw bacznie obserwował, a po minucie już rozgadany zaprosił Em. do swojego pokoiku i chłopcy zaczęli się bawić. Mały J. nazywa mojego Em. "kolejny Em.". Tak sobie wymyślił, bo w mojej rodzinie są trzy osoby o tym samym imieniu i mały żeby odróżnić, który Em. jest który, musiał sobie jakoś pomóc. Jest to urocze! Chłopcy zdążyli rozbawić się na dobre, J. stwierdził z przekonaniem, że Em. pójdzie z nim pobawić się na śniegu, zapomniał tylko o kwestii, że jeszcze tego śniegu nie ma :) Prawie się rozpłakał, kiedy zebraliśmy się do wyjścia. Ale obiecaliśmy, że niebawem znów przyjedziemy. Dostaliśmy na do widzenia całuski, piąteczkę i żółwika.
Niedzielny obiad mieliśmy zjeść u rodziców Em., a że mieliśmy jeszcze trochę czasu, wybraliśmy się na spacer nad jezioro. Szybki spacer, bo było strasznie zimno! Już czuć zbliżającą się zimę, tylko zastanawiam się, kiedy do nas zawita? Mimo wszystko, spacer oczyścił atmosferę i w dobrych nastrojach pojechaliśmy do teściów. Po południu wpadliśmy również na chwilę do moich rodziców, a potem szybkie zakupy, by jeszcze niedzielny wieczór pobyć trochę ze sobą. Tak więc z kubełkiem gruszkowego sorbetu spędziliśmy wieczór w swoich ramionach. Nie da się ukryć, że bardzo Nam tego brakowało!


J: Co to jest - siedzi na drzewie i wygląda jak wiewiórka?

Lena: Hmmmmm... nie wiem.

J: Wiewiórka! :D