piątek, 29 marca 2013

Wielkanocnie.

Od kilku dni mamy wiosnę, a za oknem dziś u mnie sypie śnieg... Chyba jeszcze tak nie było, by na Wielkanoc leżał śnieg i było aż tak zimno... bynajmniej ja nie pamiętam.  Wczoraj wysprzątałam całe mieszkanie, jeszcze dziś zetrę tylko kurze u Nas w pokoju, umyję podłogę i zabieram się za gotowanie :) Robię żurek, sałatkę i piekę babeczki :) Co za dużo to nie zdrowo, a i tak większość świąt spędzimy u jednych lub u drugich rodziców, więc za dużo nie zjemy a tak chociaż będzie symbolicznie. Pierwszy raz w tym roku chcemy iść do święconki ze swoim koszyczkiem.


Pogoda zawiodła, ale mimo wszystko życzę Wam Kochane:

 Zdrowych i Wesołych Świąt Wielkanocnych! 
Smacznego jajka, bogatego zajączka i mokrego śmigusa dyngusa :):*

sobota, 23 marca 2013

W końcu wróciło słonko i aż się żyć chce! Obudziło mnie z samego rana i dało energię by wstać. Mimo to u mnie leniwy sobotni poranek, jeszcze piżamowy i robię sobie małe spa póki Em jeszcze w pracy. Maseczka błotna na twarzy więc mam chwilę żeby naskrobać coś nowego :)
Z nogą lepiej, najważniejsze, że już tak nie boli i nie muszę się faszerować lekami przeciwbólowymi. Fakt, że gips już mi przeszkadza, przesuwa się i obciera, ale jeszcze tylko kilka dni. Wczoraj byłam zrobić sobie zdjęcie rtg kolana. Może się na tym nie znam, ale w porównaniu z tym zaraz po wypadku jest ogromna różnica, co mnie pociesza, że może nie jest tak źle :) Wszystko okaże się w poniedziałek, mam wizytę u ortopedy i jestem ciekawa co mi powie. Mam nadzieję, że pożegnam się już z tym gipsem i będę mogła zacząć nosić stabilizator. W środę za to mam już pierwszą wizytę u fizjoterapeuty czyli powoli zacznę rehabilitację. Jak już to będę miała za sobą, będę mogła zająć się odszkodowaniem. Już się kontaktowałam z jedną osobą i  wg niej szanse są duże, więc może jeszcze jakaś konsultacja z prawnikiem i będziemy działać - niech zapłacą za swój błąd!

piątek, 15 marca 2013

Już w domu.

We wtorek po południu na szczęście wypuścili mnie do domu. Chcieli mnie przetrzymać do środy lub czwartku, ale się nie dałam i pozostałe dwa badania zrobili mi we wtorek więc mogłam wyjść do domku. Jeszcze nie mam wszystkich wyników, bo na niektóre trochę trzeba poczekać.
Pewnie część z Was już wie, że do domu wróciłam z nogą w gipsie. Tak, skręciłam sobie rzepkę w kolanie, dlatego tak mnie tu mało, bo głównie śpię pod wpływem silnych leków. W dodatku przy wypisie nie dowiedziałam się nic, poza tym co wiedziałam już wcześniej. Może reszta wyników da jakiś nowy trop, bo na chwilę obecną nadal nic nie wiadomo. Podłamałam się we wtorek, zdecydowanie miałam jeden z gorszych dni. Dostałam kule, które w ogóle nie chciały ze mną współpracować, zostałam strasznie pokłuta na rękach jak usiłowali założyć mi wenflon (a żyły to ja mam tragiczne, prawie w ogóle ich nie mam) i na koniec dowiedziałam się, że nadal nie wiadomo co mi jest.
Na szczęście jak tylko wróciłam do domu, Em. się mną zaopiekował. Pomógł mi się umyć i przebrać i od razu zrobiło mi się znacznie lepiej. Sam fakt, że już jestem w domu, w swoim łóżku. B. dwa dni przyjeżdżała robić mi zastrzyki w brzuch, żeby nie powstał zakrzep, a wczoraj już zrobiłam sobie sama. Wbrew pozorom nic nie boli, nawet wkłucia nie czuć. Póki co moje królestwo to łóżko, w którym spędzam większość czasu. Opanowałam już samodzielne wstawanie z łóżka i drogę z łóżka do wc i z powrotem. Wbrew pozorom, muszę się ruszać, oczywiście w granicach rozsądku, ale ważne jest, żeby noga nie straciła sprawności, bo wtedy kaplica. Tak więc uczę się używać kul, ręce bolą, bo nie przyzwyczajone. W dodatku przeszkadza mi ten gips, bo się przesuwa, noga mnie swędzi a podrapać nie ma się jak. Na szczęście jeszcze tylko trochę ponad tydzień, potem wizyta u ortopedy i może się zlitują i pozwolą zamienić gips na stabilizator, bo sześciu tygodni z gipsem to ja nie wytrzymam.
Byłam wczoraj u rodzinnego po zwolnienie. Postanowiłam, że na uczelnię będę chodzić tylko na ćwiczenia, żeby nie robić sobie zbyt dużych zaległości a wykłady sobie odpuszczę, przynajmniej te dzisiejsze, bo do czasu aż nie będę miała stabilizatora, ciężko by mi było usiąść z wyprostowaną nogą w wąskich ławkach.
Tak więc, leżę, trochę chodzę i wkurzam się sama na siebie, że nie mogę robić nic! Tyle miałam zaplanowane po powrocie ze szpitala i wszystko się posypało. Nawet posprzątać nie mogę! Trzeba mieć naprawdę pecha, musiałam nieźle nagrzeszyć... ale szczęście w nieszczęściu noga nie jest złamana i wszystko stało się na terenie szpitala więc miałam natychmiastową i fachową pomoc.
Więc nawet planować już nic nie mogę póki co. Jutro Em. podrzuci mnie na uczelnię, nie chciałam opuszczać ćwiczeń, zwłaszcza, że mam kolokwium. Na szczęście zajęcia mam do 13, więc tyle mam nadzieję, że wytrzymam. Nic, lecę się pouczyć słówek, bo niewiele jeszcze umiem. Mam nadzieję, że będzie mnie tu więcej.

sobota, 9 marca 2013

Relacja ze szpitala.

Nadaję ze szpitala. Podpięłam się na lewo pod czyjeś wifirifi i dzięki temu mam stałą łączność ze światem. Pewnie jesteście ciekawe jak mi tam ? I tu Was zdziwię, bo całkiem dobrze! Myślałam, że będzie ciężko, że bez łez się nie obejdzie, a tu ku mojemu zdziwieniu, nawet nie mam czasu się nudzić :) Leżę sobie w trzyosobowej sali w doborowym towarzystwie, z jednej strony przesympatyczna starsza greczynka, którą po prostu ubóstwiam za jej optymistyczne podejście do życia, a z drugiej strony równie sympatyczna pani. Więc jak to baby, jak zaczniemy gadać, to mogłybyśmy przegadać cały dzień! :) Więc jak widzicie ja mam się całkiem dobrze, a jak moje zdrowie? W pierwszy dzień miałam usg tarczycy i odetchnęłam z ulgą gdy nie znaleźli nic co mogłoby niepokoić. O tyle mniej. Tego samego dnia miałam jeszcze pobieraną krew o 18 i 23 na kortyzol. Wczoraj rano kolejne badania krwi na hormony itp. W szoku byłam, że po pobraniu ośmiu probówek nie zjechałam z krzesła jak to mi się niegdyś zdarzało. Odwiedziła mnie wczoraj moja pani doktor prowadząca z informacją, że podejrzewa u mnie wrodzony przerost nadnerczy ze względu na to, że poziom kortyzolu mam bardzo niski a i objawy pasują. Ale to nic pewnego. Dziś od rana znów mnie kluli i kłóć będą znów na kortyzol czyli powtórka o 18 i 23. Zostało mi jeszcze badanie na gęstość kości, usg brzucha i jeśli potwierdzi się diagnoza, tomografia nadnerczy. Podejrzewam, że wszystkie te badania zrobią mi już w poniedziałek, czyli jakby nie patrząc trochę luzu tu mam. Z drugiej strony, gdyby się ze wszystkim spięli to w dwa dni też by się wyrobili, ale muszą trzymać co najmniej trzy żeby dostali za mnie pieniądze. Więc wyjdę zapewne w poniedziałek, chyba, że wyjdzie coś dodatkowego to we wtorek.
Dziś już z niecierpliwością czekam na mojego Em. i też rodzice mają przyjechać po południu.
Powiem Wam Kochane, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Wystarczy pozytywne nastawienie i pozytywne myślenie, a wszystko da się znieść :) Bałam się niepotrzebnie, bo trafiłam i na przemiłe sąsiadki i pielęgniarki też są przesympatyczne i zawsze coś miłego powiedzą i pożartują :)
Mam nadzieję, że następnym razem, będę pisała już z domku. Trzymajcie za mnie kciuki i do napisania niebawem! :)

poniedziałek, 4 marca 2013

Wiosna!

Wraz z początkiem marca zawitała do mnie wiosna! Wystawiam buzię na słońce i czekam z niecierpliwością na pierwsze piegi. Gorsze dni minęły, a ja czuję się znacznie lepiej. Tak, mam się dobrze. My, mamy się dobrze. Duża dawka słońca i On obok mnie, to moje lekarstwo, które sprawdza się zawsze.

Weekend na uczelni minął szybko i ani się obejrzałam mamy początek nowego tygodnia. Słońce nadal Nas nie opuszcza, błękitne bezchmurne niebo i to co, że jeszcze jest zimno. Dzięki tej pogodzie za oknem, jakoś łatwiej znoszę odliczanie do pobytu w szpitalu. Tak, to już w czwartek, za dwa dni. Staram się o tym nie myśleć, bo ciężko mi. A tak naprawdę pod tym względem nie trzymam się wcale. Najgorzej jest wieczorami, łzy płyną z bezradności i niewiedzy po policzkach. Najgorsza jest niewiadoma, bo tak naprawdę nie wiem co jeszcze nowego pokażą badania. Może nie warto martwić się na zapas? Ale taka już jestem, boję się, ale to przecież normalne.

Od czwartku bardzo dużo się u mnie zmieni. Mam nadzieję, że tylko i wyłącznie na lepsze. Mam tyle planów, co zrobię jak wyjdę ze szpitala. Doczekać się nie mogę, kiedy będę już "po", wtedy będę mogła działać! Mam w sobie garść motywacji i zapału, byle bym tylko wytrwała do końca.

Mało mnie ostatnio u Was, wiem. Nie komentuję, ale zaglądam tak często jak mogę. Mam nadzieję, że nie zapomnicie o mnie pod moją nieobecność ? :) Nie wiem kiedy wrócę, może uda mi się wyjść na przepustkę w weekend, zobaczymy... Ale pewnie już nie zdążę napisać przed szpitalem, więc już teraz proszę o trzymanie kciuków i, mam nadzieję, do zobaczenia niedługo!