niedziela, 29 września 2013

Kolejny weekend nam mija i sama nie wiem kiedy, ani gdzie pędzi ten czas! Dni i noce już coraz chłodniejsze, nie lubię tego... czuć już jesień, niedługo zima... 
Weekend spędziliśmy w domku, we dwoje. Ja w piątek i sobotę byłam na uczelni, a Em. w pracy. Sobotnie popołudnie spędziliśmy na porządkach. Okna już od dłuższego czasu prosiły się o umycie, więc się doczekały. A niedziela mija leniwie. Co prawda zdążyłam posprzątać mieszkanie, przebrać pościele i wiele innych, ale jakoś tak nie odczułam intensywności. 
Zmobilizowałam się w końcu, a właściwie to Em. mnie zmobilizował, żeby wypełnić papiery o odszkodowanie. Czas najwyższy, jutro wybieram się na pocztę. 
Wstępnie zaczęliśmy szukać dj'a i fotografa na nasz ślub i nawet wysłaliśmy kilka mejli z zapytaniami. Jak słucham mojego brata, który ślub ma za dwa lata i on już większość rzeczy ma załatwioną, to zaczynam się stresować, no! A obiecałam sobie, że bez stresu ze spokojem wszystko załatwimy, przecież zdążymy!
Ostatnio zdecydowanie za dużo się denerwuję! A to w pracy coś nie tak, a to coś innego. Np. cały zeszły tydzień, poza zajęciami, spędziłam pisząc pierwszy rozdział mojej pracy magisterskiej... liczyłam, że jeszcze na pierwszym zjeździe odpuszczą nam seminarium, ale w czwartek po południu pojawił się plan, że w piątek mamy zajęcia... tak, takie rzeczy tylko na naszej uczelni. Całe szczęście zaczęłam pisać w poniedziałek i napisałam 6 pierwszych stron, z którymi poszłam do promotorki, a ona zrównała mnie z poziomem chodnika. Jednym pytaniem pozbawiła mnie wszelkich chęci dalszego pisania. Więc pierwszy zjazd nie był dla mnie miły ani trochę. Muszę się zresetować, więc póki co nawet nie myślę ani o tym rozdziale ani o dalszym pisaniu. 
Uciekam spędzić ostatnie weekendowe godziny wtulona w moje 36,6.

środa, 25 września 2013

Nie wyrabiam się.

Mówią, że im więcej człowiek ma na głowie, tym bardziej jest zmotywowany i zorganizowany. Chciałabym to zaobserwować u siebie, nauczyć się organizacji, podzielić czas by na wszystko go wystarczyło... póki co moja doba jest za krótka a czas pędzi za szybko.
Praca. Niektóre z Was już wiedzą, że dostałam pracę i w końcu w zawodzie! I to w piątek 13-tego:) bardzo się cieszę, bo to dla mnie w końcu pierwsze doświadczenie no i pierwsza pozycja do wpisania w CV a potem szukanie kolejnej pracy będzie już łatwiejsze:) Praca mi się podoba, bo lubię to, co robię - uczę angielskiego. Pracuję trzy dni w tygodniu popołudniami, na razie może godzin nie mam zbyt wiele, ale mam nadzieję, że z czasem będzie ich więcej. Mam i grupy i zajęcia indywidualne głównie z dzieciaczkami ze szkoły podstawowej. Jedynym minusem nowej pracy są dojazdy, mam 40 km w jedną stronę... Na razie rozwiązaliśmy to tak, że choć mamy dwa auta, dojeżdżać codziennie nie będę, bo szkoda mi paliwa, więc te trzy dni w tygodniu jestem u rodziców. Mało mi się to podoba, ale cóż, przynajmniej na razie póki kwestie finansowe nie są jeszcze sprecyzowane, muszę się jakoś pomęczyć.
Na początku myślałam, że uda mi się pogodzić obie prace, tą u wujka w biurze i tą w szkole językowej, ale ostatecznie zdecydowałam się na jedną, bo dwóch srok za ogon na dłuższą metę ciągnąć się nie da, a mam jeszcze studia.
Właśnie, studia. Wczoraj miał być plan i dupa. Jest, ale nie kompletny i nadal nie wiem jakie przedmioty w jakie dni i z kim. Pierwszy zjazd w ten weekend i modlę się, żeby nie dali nam seminarium w ten weekend, bo wtedy leżę i kwiczę! Na pierwszych zajęciach musimy oddać pierwszy rozdział pracy, a mój z 10 stron ma na razie 1 :( siedziałam nad tym dwa dni i nie wiem kiedy i jak to wszystko ogarnę w takim tempie...
Weekend minął szybko, jak zawsze. Sobotę spędziliśmy w domu, po południu wybraliśmy sie na ciacho i herbatkę na stary rynek. W niedzielę od rana zebraliśmy się na grzyby i znów całkiem sporo udało nam się uzbierać.Po południu pojechaliśmy do teściów, ucieszyli się z grzybów. I tak nam minął praktycznie cały weekend.
Ostatnio na wszystko brak mi czasu, chodzę rozdrażniona, może też przez okres, ale ostatnie dni do łatwych nie należały. A już wczoraj to chyba było jakieś apogeum, bo wszystko się sprzysięgło przeciwko mnie. Od rana pojechałam do biblioteki zeskanować sobie książki potrzebne do pisania mgr, zasiadłam przed skanerem i olśniło mnie, że wszystko ładnie pięknie, ale nie zabrałam pendriva. No myślałam, że mnie krew zaleje. Przebiegłam pół miasta w poszukiwaniu pendriva i w końcu udało mi się kupić więc pędem z powrotem do czytelni żeby zeskanować książki. Wróciłam do domu, spakowałam się i pędem do pracy. Jak już dojechałam na miejsce uświadomiłam sobie, że nie zabrałam torby z materiałami na zajęcia. Myślałam, że usiądę na chodniku i zacznę ryczeć jak bóbr. Ale telefon do M., który akurat był w domu i nie miał wyjścia, musiał mi torbę przywieźć. Więc część lekcji improwizowałam, a na drugą część M. już zdążył mi dowieźć materiały. Z ulgą dojechałam do rodziców i czekałam żeby tylko ten dzień się skończył. Za dużo jak na jeden dzień.
Dziś od rana przygotowuję się na kolejne zajęcia, a przed zajęciami jeszcze wpadnę w odwiedziny do mojego przyszłego chrześniaka:) I mam dylemat, bo nie wiem czy zostać dzisiaj jeszcze u rodziców i wrócić dopiero jutro po pracy, czy wrócić dziś. I w dalszym ciągu nie wiem co z moją seminarką... eh, oby to nie było w ten weekend, bo nie wiem jak się wyrobię.

poniedziałek, 16 września 2013

Znów mnie tu mało, wiem i przepraszam. Czas ostatnio pędzi jak szalony.
Egzamin poprawkowy zdany, więc już drugą nogą jestem na ostatnim roku moich studiów, a co za tym idzie, czas najwyższy zacząć pisać pracę! Byłam nawet w czwartek w bibliotece, trochę poszperałam i znalazłam kilka ciekawych książek.
Wróciłam też do pracy, trzy dni w tygodniu, więc od poniedziałku do środy siedziałam w biurze nadrabiając zaległości. A tak odnośnie pracy, w piątek (13-tego:)) dostałam bardzo ciekawą propozycję:) kto wie, może już niebawem będę mogła się pochwalić? Trzymajcie kciuki:)
Ostatnio musiałam się rozstać z moimi ulubionymi jeansami:( tak je lubiłam, bo były dopasowane i na gumie, bardzo wygodne a w dodatku upolowałam je na przecenie za grosze, ale niestety, jak to u mnie w zwyczaju, wszystkie spodnie przecierają mi się na udach:( więc trzeba było wymienić stare na nowe. W sobotę upolowałam też buty na jesień (takie kremowe traperki za kostkę:)) w CCC, które dostałam od rodziców akonto urodzin. Upatrzyłam też sobie kurtkę w Tchibo, niestety w sklepie stacjonarnym nie było mojego rozmiaru, ale szybko weszłam w internet w telefonie i okazało się, że jest dostępna online, a po powrocie do domu patrzę i wykupiona:( zła jestem strasznie, bo na prawdę tyle kurtek co się naoglądałam i na przymierzam a tylko ta jedna wpadła mi w oko i dupa.
Wczoraj za to od samego rana wyciągnęłam Em. na grzyby i idealnie trafiliśmy, bo jak wracaliśmy to zaczęło padać. Grzybów uzbieraliśmy dość sporo więc po powrocie mieliśmy co robić, trzeba było przygotować wszystkie grzyby do suszenia i teraz całe mieszkanie pachnie nam grzybami.
Dziś w pracy od samego rana. Nie dość, że poniedziałek, to jeszcze pogoda też nie ułatwia. Sennie, ponuro... i chęć powrotu do domu pod kołderkę ogromna!


piątek, 6 września 2013

100 moich prywatnych faktów o mnie:)

1. Nie cierpię mojego pełnego imienia. Do dziś pamiętam jak w podstawówce koleżanka dała mi kartkę na urodziny i napisała moje imię przez "ż" zamiast "rz". Okropne wspomnienie!

2. Kolor moich oczu często się zmienia. Na ogół moje oczy są niebieskie, jednak często robią się szaro zielone. Najbardziej lubię kiedy są soczyście niebieskie:)

3. Jestem zodiakalną wagą w 100%. Wagi są z reguły towarzyskie, nie znoszą samotności, potrafią porozmawiać na każdy temat, często idą na kompromis. Wagi są leniwe, odpoczywają najlepiej na łonie natury, nie lubią wysiłku fizycznego, są romantyczne i urokliwe - no wypisz wymaluj ja:)

4. Mam miękkie serce (za miękkie!) i twardego tyłka mi brak! Zawsze szybko wybaczam choć gdzieś tam w środku wiem, że znów będę cierpiała. Och, ta moja naiwność!

5. Często brak mi asertywności. Nie potrafię powiedzieć "nie" i często robię coś wbrew sobie, a potem cierpię i mam wyrzuty sumienia. Staram się z tym walczyć, ale nie zawsze mi się udaje.

6. Nerwus ze mnie straszny! Choć nie łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, dość często się denerwuję i to w większości z byle powodów... a wtedy najlepiej się nie zbliżać, bo nie ręczę za siebie!  

7. Mam problemy z samoakceptacją. Zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i o to jaka jestem. Mam więcej kilogramów tu i ówdzie, co bardzo często daje mi się we znaki. Nie potrafię w pełni zaakceptować siebie taką, jaką jestem, a gdybym to zrobiła, byłoby mi w życiu o wiele łatwiej! Nie lubię też siebie za to, jaka jestem. Chciałabym być lepsza i często mam siebie samej dość i nie lubię się. 

8. Jestem chora na insulino-oporność, czyli mam za dużo insuliny w organizmie, która powoduje m.in., że nie mogę schudnąć i tyję. Na początku walczyłam z chorobą, potem się poddałam i nie mam siły do tego wrócić, choć jestem świadoma konsekwencji. 

9. Potrafię słuchać innych i doradzać im, podczas gdy sama wewnętrznie bywam często w gigantycznej rozsypce i nie potrafię sobie pomóc. 

10. Uwielbiam czesać, malować paznokcie i robić make-up. Mogłabym to robić bez przerwy! Nie ma fryzury, której bym nie uczesała, wzorków na paznokcie jakich bym nie namalowała, albo makijażu, którego nie potrafiłabym zrobić. Niestety, nie mam wielu możliwości by to pokazać.

11. Uwielbiam tworzyć różne rzeczy sama, używając półproduktów, niż kupować gotowe rzeczy. Sprawia mi to ogromną radość! Wszystko, co mogę zrobić własnoręcznie, w co mogę włożyć odrobinę swojego serducha i co sprawi, że będę oryginalna.  Począwszy od kartek okolicznościowych do łóżka z palet. 

12. Marzę o sesji zdjęciowej. Chciałabym mieć zrobioną sesję zdjęciową, taką profesjonalną. W fajnych ciuchach, make-up'ie i w fajnych pozach. 

13. Lubię kolory pastelowe. Często oglądam ubrania w tych kolorach, ale niestety nie pasują ani do mojej sylwetki, ani do karnacji. Często więc wybieram kolor czarny i taki też przeważa w mojej garderobie. Nie koniecznie jestem z tego zadowolona. 

14. Muzyka to moje lekarstwo na całe zło. Kiedy jest mi źle i kiedy jest mi dobrze, uwielbiam zakładać moje duże słuchawki na uszy i słuchać muzyki dość głośno. To mi bardzo pomaga. 

15. Uwielbiam spacer na łonie natury. Te samotne i te z kimś. To dla mnie taki reset i odpoczynek od codzienności. Mogę tak iść bez końca i nie myśleć o niczym.

16. Tak, mam okropny nałóg. Palę. Znajomi twierdzą, że nie jestem uzależniona, bo mogę wytrzymać bez papierosa kilka tygodni nawet o tym nie myśląc. Coś w tym jest. Po prostu kiedyś ubzdurałam sobie, że to mnie uspokaja. 

17. Nie lubię alkoholu. Wyjątek stanowią niektóre drinki lub dobre wino. Kiedy byłam w liceum piłam dość dużo, często się upijałam. Teraz zmieniło się to diametralnie. 

18. Nie zasnę, jak nie mam przykrytych stóp. Nie ważne czy jestem na boso, czy mam skarpetki, muszę mieć stopy przykryte. Mogę mieć odkryte wszystko, tylko nie stopy. 

19. Nie lubię być sama w domu/mieszkaniu. Pamiętam, że jak byłam młodsza często zostawałam sama w domu, miałam wtedy pozapalane wszystkie światła i rurę od odkurzacza w zasięgu ręki. To samo jak wchodziłam do pustego mieszkania, zostawiałam otwarte drzwi i szłam zapalać światła we wszystkich pomieszczeniach, dopiero potem mogłam wrócić i zamknąć drzwi. Myślę, że miałam zaburzone poczucie bezpieczeństwa i się bałam. Teraz się nie boję, ale zostało mi takie dziwne uczucie, kiedy jestem sama, po prostu nie lubię. 

20. Mam młodszego brata. Kiedyś żyliśmy ze sobą jak pies z kotem, rodzice nie mieli z nami łatwo. Teraz, na szczęście nasze relacje są lepsze i potrafimy się dogadać.

21. Kocham moich rodziców, choć mam do nich dużo żalu. Przede wszystkim o to, że zawsze byłam we wszystkim gorsza. Mój brat zawsze miał lepiej, zawsze miał na więcej pozwalane i tak jest do dziś. Ja zawsze byłam czarną owieczką rodziny i jestem cały czas. O wszystkim co dzieje się w rodzinie dowiaduję się ostatnia i z dużym opóźnieniem, a jak dzwonię i pytam co u nich, to słyszę, że po staremu. 

22. Miałam w swoim życiu okres kiedy byłam zafascynowana filozofią. Nawet chciałam pójść na takie studia. Na każde pytanie potrafiłam znaleźć odpowiedź. 

23. Tęsknię za wsią. Zanim wyprowadziłam się na studia, cały czas mieszkałam na wsi. Cisza, spokój, świeże powietrze... żyć nie umierać... ale wtedy marzyłam o tym by wyrwać się z tego miejsca do dużego miasta. Kiedy zaczęłam studia i na drugim roku przeprowadziłam się do miasta, byłam w ogromnej euforii i czułam się jakbym dostała od losu najcenniejszy prezent. Pierwsze dwa lata byłam zachwycona, miasto, pełno ludzi, tyle sklepów najróżniejszych... ale z czasem zaczęło mi brakować przestrzeni, spokoju, ciszy i powietrza... zaczęłam tęsknić... Nie mam możliwości póki co by to zmienić, ale jeśli zaczniemy szukać własnego mieszkania, to na pewno nie w mieście. 

24. Smutno mi, że gdybym chciała wrócić do rodzinnego domu lub pojechać tam nawet na parę dni, to nie mam własnego kąta. Krótko po tym jak się wyprowadziłam z domu, mój brat zrobił remont w naszym wspólnym pokoju. Z czasem zniknęły z niego wszystkie moje rzeczy, szafki półki. Mieliśmy łóżko piętrowe, teraz jest jedno pojedyncze. Przykro mi, że nie ma tam dla mnie miejsca. 

25. Moje studia - przypadek. Po maturze, sama nie wiedziałam na jakie studia chcę iść. Złożyłam papiery na trzy różne kierunki, po czym nie wybrałam żadnego z nich. Potem miałam chwile zwątpienia i stwierdziłam, że nie idę na studia skoro nie wiem na co chcę iść. No ale matka mi nie odpuściła, boże jakie były wojny i pod ogromną presją poszłam na filologię angielską. Bo ponoć skoro zawsze lubiłam angielski, to rodzice stwierdzili, że to będzie najlepsze rozwiązanie. Nie powiem, bo nawet podobał mi się ten pomysł, zawsze lubiłam języki obce i nauka szła mi dość łatwo, więc czemu nie? Niestety po pierwszym roku, zaczęłam czuć, że to największy błąd i porażka. I tak było przez trzy lata. Zawsze ryk, że jest mi za ciężko, że inni mają łatwiej i zero wsparcia ze strony rodziców. Potem obroniłam licencjat a czarne myśli jakoś same odeszły i stwierdziłam, że skoro zaszłam tak daleko, to dwa lata więcej nie zrobią mi różnicy i tak jestem jedną nogą na drugim roku studiów magisterskich. Gdybym miała wybierać jeszcze raz, na pewno nie byłby to angielski.

26. Okres szkoły podstawowej wspominam okropnie. Niestety. Moi rodzice oboje pracowali w szkole, mama nauczycielka, tata był kierowcą. Chyba nie muszę dodawać, że nikt mnie nie lubił, nie miałam znajomych, po szkole zawsze siedziałam w domu, bo nikt nie chciał się ze mną bawić. I to zostało ze mną do dziś, przez co od zawsze czułam się samotna. Nie mam znajomych, z którymi mogłabym gdzieś wyjść, porozmawiać. A jeśli już komuś zaufam, to odchorowuję tą znajomość dotkliwie i długo. 

27. Nigdy nie byłam asem w szkole. Były przedmioty, z których miałam piątki, ale też były takie, z którymi radziłam sobie ledwo ledwo. Za to mój brat zawsze świadectwo z paskiem.

28. Żałuję, że nie mam siostry. Zawsze chciałam ją mieć. Chociażby po to by móc pogadać, spędzić razem czas.

29. Zawsze chciałam pisać. Jako nastolatka zaczęłam pisać wiersze, opowiadania. Szło mi całkiem nieźle, z polskiego zawsze miałam same piątki i szóstki, zawsze wszyscy mi zazdrościli. I tak sobie marzyłam, że chciałabym pisać w jakiejś gazecie. Parę razy wysyłałam wiersze do Filipinki (pamiętacie tą gazetę?) i nawet kilka z nich zostało opublikowanych. W sumie to marzenie nadal gdzieś tam we mnie jest, niespełnione marzenie o dziennikarstwie i o pisaniu do popularnych gazet, własna redakcja. No cóż, moje życie potoczyło się w trochę innym kierunku.

30. Mam ładne pismo. Zawsze wszyscy je podziwiają, wszyscy przychodzą po notatki. To ma też swoje minusy, bo piszę ładnie, ale niestety wolno. Nie umiem pisać ani brzydko, ani szybko. I na lekcjach i wykładach często nie nadążam z pisaniem. 

31. Nie lubię szpinaku, kminku, brukselki, szparagów i serów topionych oraz pleśniowych. Choć ten pierwszy podsmażony na patelni z łososiem, nawet mi zasmakował. Pozostałych rzeczy nie tknę nigdy w życiu!

32. Lubię zupy, i te najprostsze i te wymyślne. Ale nie te wodniste! Im więcej mają zawartości, tym lepiej:) są treściwsze:) 

33. Lubię gotować i piec:) a co najlepsze, jestem samoukiem, a moja kuchnia to ciągła improwizacja. Bazuję na różnych przepisach, ale zawsze coś zmienię, coś dodam od siebie i zawsze wszystkim smakuje:) w kuchni, nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych!

34. Chyba nikt tak jak ja nie je pizzy w taki sposób. Uwielbiam pizzę, ale od każdego kawałka skrupulatnie odgryzam brzegi i zostawiam je na talerzu. Nie ma opcji bym zjadła kawałek w całości, po prostu nie lubię brzegów. Pewnie nie jednej osobie wyda się to dziwne, ale tak już mam.  A jak pizza, to tylko na cienkim cieście!

35. Jak jest mi źle, mam mega doła, szczególnie w okresach jesienno-zimowych, znajdziecie mnie z pudełkiem lodów bakaliowych i dodatkową porcją bakalii. 

36. Jestem małą pedantką i perfekcjonistką. Jak sprzątam, muszę mieć wszystko wysprzątane dokładnie i najlepiej jak sprzątam sama, wtedy wiem, że wszystko jest tak, jak być powinno. Ale też bez przesady, nie jest to jakaś fobia, że nie przejdę obojętnie obok jakiś niedociągnięć, nie. Ale lubię jak wszystko jest tak, jak być powinno:)

37. Bałaganiara też ze mnie jest nie mała. Niestety, to chyba jedna z moich większych wad. Gdzie zostawię, często tam zostaje i leży. Staram się nad tym zapanować, ale nie zawsze mi to wychodzi. 

38. Od dziecka marzyłam o zwierzątku. Pamiętam jak rodzice wzięli do domu kotka z podwórka, to był piękny, choć krótki okres, bo sąsiedzi nam kotka podtruli, a rodzice już się nie zgodzili na żadne zwierzątko. Trzy lata temu kupiliśmy sobie z Em. chomika. Był naszym pupilkiem, sami go oswoiliśmy, bawiliśmy się z nim. I choć czasem skubany drażnił nas niesamowicie, to zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić Kiedy nam niefortunnie uciekł, nie mogłam się z tym pogodzić przez dłuższy czas. Ale to nie koniec przygody ze zwierzątkami... Na pewno będziemy mieli jeszcze pieska, ale to z czasem.

39. Mój pierwszy poważny związek trwał 4 lata i o 4 lata za dużo. Miałam wtedy 17 lat a nadzieja, że kiedykolwiek będę miała chłopaka, była naprawdę niewielka. Początkowe pozorne szczęście, a potem było już tylko gorzej. W międzyczasie miałam przelotną bliższą znajomość, która tak na prawdę pomogła mi podjąć decyzję o rozstaniu. I choć skończyło się szybciej niż zaczęło, nigdy nie żałowałam. A potem w końcu zdecydowałam się ponownie zawalczyć o Em. i udało się i tak już ponad 4 lata jesteśmy razem szczęśliwi:)

40. W wieku 17 lat byłam gotowa na ślub i dziecko. Wtedy po raz pierwszy obudził się we mnie instynkt macierzyński. 

41. Uwielbiam małe dzieci, a dzieci uwielbiają mnie:) Sporo czasu spędziłam opiekując się Jasiem i Gabrysią (moje małe kuzynostwo). Ale wciąż mam obawy, że nie poradzę sobie jako mama, że nie będę potrafiła zająć się maleństwem. 

42. W związku to ja jestem dominująca. Taki mam charakter, a Em. idealnie się do mnie dopasowuje. Uzupełniamy się wzajemnie. Ale też są dni, kiedy jestem jak mała dziewczynka i potrzebuję żeby ktoś 'wziął' mnie na ręce, przytulił i pogłaskał po głowie. 

43. W łóżku nie lubię zbyt wielu zmian. Mam dwie ulubione pozycje podczas kiedy się kochamy, w których czuję się dobrze i bezpiecznie. Nie odczuwam przyjemności z seksu oralnego/analnego.  

44. Lubię wszystko, co zalicza się do kategorii "romantyczne". A wtedy tona chusteczek koniecznie w pobliżu!

45. Strasznie szybko się wzruszam. Potrafię się popłakać nawet podczas oglądania reklamy...

46. Uwielbiam mohito:) koniecznie z dużą ilością mięty i limonki, a niekoniecznie z alkoholem:) często sama robię sobie takie moje domowe mohito bez procentów:)

47. Cały czas szukam swojego 'miejsca' na świecie. Jeszcze nie wiem kim chciałabym być, co robić... Powoli coraz częściej myślę o założeniu własnej szkółki językowej. Myślę, że w tym czułabym się najlepiej. I kto wie, może już niebawem się o tym przekonam?

48. Jestem uzależniona finansowo od moich rodziców. To oni opłacają mi studia i mieszkanie. Utrzymują mnie. Źle mi z tym, ale póki co niewiele mogę z tym zrobić. Intensywnie szukałam pracy, ale póki co bez skutków. Na szczęście mam jeszcze tą pracę u wujka, gdzie mogę zarobić sobie na własne potrzeby.

49. Często uprawiam czarnowidztwo i wszystko widzę w ciemnych barwach, choć na ogół jestem optymistką.

50. Wszystkie kobiety w mojej rodzinie od strony mamy mają wyostrzoną intuicję. Często czuję kiedy coś złego się wydarzy, lub kiedy mam czegoś nie robić. Tak uchroniłam moich rodziców przed wypadkiem. Czasami to bywa uciążliwe, ale często okazuje się przydatne.

51. Lubię oryginalne ubrania, takie, których nie noszą wszyscy. I też tak się właśnie ubieram, mam swój styl, nie kopiuję tego, co jest aktualnie modne.

52. Nie mam szafy pełnej ubrań, dlatego w moim przypadku 'nie mam w co się ubrać 'często jest prawdziwe. Tak samo z butami.

53. Nie pamiętam kiedy ostatni raz nosiłam nie pomalowane paznokcie. Zawsze muszę mieć pomalowane, chociażby bezbarwnym lakierem czy odżywką. 

54. Nie lubię moich włosów. Nie są ani kręcone, ani proste, są pomiędzy. Wyglądają jak psu z tyłka:/ Każdy włos w inną stronę... I muszę je myć codziennie rano, bo po nocy mam tak przetłuszczone, że nie da się ich w żaden sposób ujarzmić.

55. Chciałabym mieć kiedyś burzę loków na głowie. Zawsze podziwiam idące dziewczyny, które mają kręcone włosy.

56. Mam nadmierne owłosienie, czego bardzo się wstydzę. Szczególnie na twarzy.

57. Nie chodzę do kosmetyczki. Brwi reguluję sobie sama, sama maluję sobie paznokcie i robię mini domowe spa.

58. Nigdy nie byłam w solarium. I nie zamierzam być.

59. Mam alergię na słońce, truskawki, cytrusy, paprykę, ser feta, kurz i pleśń.

60. Lubię jak w pomieszczeniu, w którym przebywam ładnie pachnie. Często więc mam zapalone świeczki zapachowe lub wosk. 

61. Biorę tabletki antykoncepcyjne jako kurację hormonalną. 

62. Kiedy tęsknię z Em. piję duże ilości miętowej herbaty. Nigdy wcześniej nie lubiłam mięty, to właśnie Em. nauczył mnie pić miętową herbatę i kiedy wyjeżdża na dłużej ja automatycznie mam ochotę na miętową herbatę.

63. Nie chodzę do publicznych toalet, choćby nie wiem jak mi się chciało, bo i tak nie załatwię w nich swoich potrzeb, już prędzej poszłabym w przysłowiowe 'krzaczki'.

64. Nie lubię robić zakupów w sklepach, w których nie wiem gdzie co jest. Od razu się denerwuję i po zakupach. 

65. Tłumy ludzi w sklepach działają na mnie jak czerwona płachta na byka.

66. Nie lubię siedzieć w domu i nie robić nic. Czasami lubię się ponudzić, ale tylko czasami. Wolę gdzieś wyjść, pojechać, cokolwiek. 

67. Od dwóch lat mam prawo jazdy i uwielbiam jeździć autem.

68. Nie miałam jeszcze kontroli drogowej i boję się, że jak mnie złapią to nie będę wiedziała jak się zachować.

69. W swoim życiu miałam sporo telefonów i dopiero ten obecny przypadł mi do gustu i tak szybko się na pewno nie rozstaniemy.

70. Nie lubię telefonów dotykowych, nie mam do nich cierpliwości. 

71. Wolę pisać smsy niż dzwonić.

72. Nie lubię rodzinnych zjazdów, składania sobie życzeń. Czuję się wtedy niezręcznie i sztywno. Może to też kwestia mojej rodziny, że jest taka a nie inna. 

73. Nie lubię swojego biustu, jest za duży, za ciężki i często mi przeszkadza. Mam z tego powodu kompleksy. 

74. Mam sezonowe piegi, których kiedyś wręcz nie znosiłam a teraz uwielbiam. Myślę, że mi w nich zdecydowanie lepiej niż bez:)

75. Nigdy nie miałam i nie mam dobrego kontaktu z mamą. Zazdrościłam koleżankom, które mogły mamie powiedzieć o wszystkim i porozmawiać na każdy temat. Bardzo mi tego brakowało jak byłam młodsza.

76. Byłam bardzo zbuntowaną nastolatką. 

77. Zdarzyło mi się wziąć narkotyki. Nie jestem z tego zadowolona i wiem, że nigdy więcej bym tego nie powtórzyła.

78. Żałuję wielu moich wyborów życiowych i ciężko mi się z nimi pogodzić. Niestety niektóre z nich mają wpływ na teraźniejszość.

79. Moja ulubiona pora roku to wiosna, uwielbiam zapach wiosennego powietrza i kiedy wszystko budzi się do życia.

80. Kiedy byłam młodsza notorycznie oglądałam Uciekającą Pannę Młodą, po którymś razie oglądałam film na przewijaczu zwalniając tylko w ulubionych momentach. Moment kiedy Julia Roberts kołysze się w sukni ślubnej - zawsze marzyłam by móc zrobić tak samo.

81. Bawiłam się lalkami do 18 roku życia. Często się z tym kryłam by nikt mnie nie widział, wstydziłam się tego.

82. Jak chodziłam do szkoły miałam manię przepisywania zeszytów.

83. Szczerze nie lubiłam i bałam się wuefu. Często wypisywałam sobie sama zwolnienia.

84. Nigdy nie byłam na wagarach.

85. Często w życiu musiałam radzić sobie sama, dlatego teraz też często nie potrafię poprosić o pomoc nawet gdy jej potrzebuję to uparcie robię sama. 

86. Bywam uparta. Lubię postawić na swoim.

87. Mam klaustrofobię. Nie lubię wind i ciasnych pomieszczeń, jak przebywam w nich za długo momentalnie robi mi się duszno i słabo.

88. Grałam kiedyś kilka lat na pianinie. Żałuję, że przestałam ćwiczyć.

89. Gdybym była chłopcem, miałabym na imię Marcin. 

90. Często podejmuję spontaniczne decyzje, które wychodzą mi na dobre. Wszystko co długo planuję, nigdy się nie udaje.

91. Em. jest nie tylko moim partnerem, ale także przyjacielem. Kompletne przeciwieństwo mnie i jednocześnie uzupełnienie. Dobraliśmy się idealnie pod każdym względem.

92. Nie mam żadnych roślinek doniczkowych, zawsze wszystkie mi usychały, a podlewałam je 'prawie' regularnie.

93. Panicznie boję się pająków. 

94. Nigdy nie oceniam ludzi po wyglądzie i irytuje mnie jeśli ktoś w moim towarzystwie tak się zachowuje.

95. Brzydzę się kłamstwem. Nie ma żadnego dobrego usprawiedliwienia na kłamstwo. 

96. Chciałabym kiedyś zwiedzić Londyn, jak na anglistkę przystało.

97. Nigdy nie leciałam samolotem i nie wiem czy się kiedykolwiek odważę.

98. Cały czas boję się, że znów wypadnie mi rzepka i odnowi się kontuzja.

99. Jestem młodsza od Em. tylko o 361 dni:)

100. Bo trochę tajemnic muszę jeszcze mieć:)



środa, 4 września 2013

Na chwilę...

Jednak przelotem udało mi się wysupłać chwilę na napisanie:)
Sala na wesele zarezerwowana, więc ruszą teraz wszystkie przygotowania, a więc i od tej pory wszystko, co ślubne będzie w zakładce do góry:) Będę wszystko spisywać, by potem mieć pamiątkę:)
Pojawiła się też nowa zakładka, z moimi przepisami. Zawsze się wkurzam, bo kiedyś coś gotowałam, ale przepis mi się zapodział... a więc w końcu będę miała przepisy w jednym miejscu i będę mogła się nimi z Wami podzielić.
Dni uciekają, za dwa dni egzamin. Mój stolik ogarnęła kupka notatek z regułkami gramatycznymi, książki z ćwiczeniami i fiszki ze słówkami. Wczoraj coś kompletnie nie mogłam się skupić, jak powtarzałam słówka przez 15 minut potem wsiąkałam na godzinę robiąc coś zupełnie nie związanego z nauką. Więc dziś mam nadzieję, że będę miała większy poziom motywacji. Jutro przyjeżdża Patrycja, więc będę miała wsparcie i towarzystwo. A w piątek... trzymajcie mocno kciuki!