czwartek, 24 stycznia 2013

Dear spring, come to me!

Chyba nie tylko ja tęsknię już za wiosną. Tęsknię! Za słońcem, za piegami! Tęsknię. Staram się wyłapać w powietrzu znajomy zapach wiosny z nadzieją, że go spotkam, zachłysnę się nim, wypełni płuca i poczuję się o niebo lepiej! Niestety. Mroźne powietrze niczym nie przypomina mi wiosny :(
Wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku, tak długo wyczekiwana, ale przynosząca promyki słońca, pierwsze piegi, motyle w brzuchu... a za oknem śnieg. Mało optymistyczne, już mi zbrzydła zima.
Zimowym popołudniem, bo w domku pod kocykiem najlepiej, zabrałam się znów za tworzenie! Niebawem trochę nowości pokaże na blogu :) i muszę odkopać login do mojego sklepu internetowego i zobaczyć co się tam dzieje, bo wieki mnie tam nie było...
Poza tęsknotą za wiosną i tworzeniem, szukam pracy, bo w domu już wytrzymać nie mogę. Ostatnio do Em. mówiłam, że nawet mi płacić nie muszą, ale ważne bym mogła się czymś zająć, wyjść z domu. 

piątek, 18 stycznia 2013

"Obiecaj mi..."

"Obiecaj mi, że nie pozwolisz by świat zabił w Tobie marzenia. Proszę obiecaj.
Spotkasz ludzi, którzy wyśmieją Cię, zadrwią z każdej Twojej myśli. Będą Ci mówić, że jesteś głupia, że dla takich jak Ty nie ma miejsca. Nie wierz im. Oni w głębi duszy nadal marzą, tylko bardzo się boją. Ty trzymaj się swoich chmur, nie bój się. Marzenia spełniają się.
Obiecaj mi, że będziesz wytrwała. Wiem, że będzie Ci ciężko. Wiele razy upadniesz, niekiedy nawet bardzo boleśnie. Trzeba będzie czasu by rany się zagoiły, ale zobaczysz - zagoją się.
Pewnego dnia życie zburzy Twe plany. Zawali się coś, co tak długo budowałaś. Wydawać Ci się będzie, że to koniec. Że nie dasz rady. Siądź wtedy i płacz, a potem podnieś głowę i wstań. Zobaczysz, że to jeszcze nie koniec. Zaczniesz od nowa.
Obiecaj mi, że będziesz szukać. Bo przyjdzie taki dzień, kiedy będziesz czuła się najsamotniejszym człowiekiem na Ziemi, którego nikt nie rozumie. I zgasną wszystkie światła, stanie się noc. Patrz wtedy w niebo, przeczekaj tę noc patrząc w gwiazdy. A potem wyjdź na ulicę i szukaj. Zawsze jest ktoś, komu trzeba pomóc. Kogo tylko Ty możesz odszukać, bo wiesz co to prawdziwa samotność.
Obiecaj, że nigdy nie będziesz egoistką. I gdy pewnego ranka obudzisz się, a jedynym Twoim pragnieniem będzie nie wstać, już nigdy nie wstać, leż ile chcesz, ale o dwunastej wstań by podlać kwiaty, bo bez Ciebie zginą.
Obiecaj mi, że zawsze będziesz kochać. A gdy przyjdzie taki dzień kiedy świat się zawali, bo ktoś odejdzie z Twojego życia, pozwól mu odejść. Bez płaczu, bez niepotrzebnych słów. Spokojnie dopij kawę i oddaj swój czas komuś, dla kogo było Ci go do tej pory szkoda. Pozwól, by inni zaznali Twej miłości.
Obiecaj mi, że zawsze będziesz sobą. A będą chcieli Cię zmienić, w imię miłości, przyjaźni, rozsądku... Nie pozwól. Wiesz przecież, że Twoje serce wie jak żyć.
Obiecaj sobie to wszystko i idź. Żyj... "

środa, 9 stycznia 2013

Frustracje me.

Najpierw trują "Zdaj maturę, dostaniesz się na studia a potem znajdziesz dobrą pracę", ty się męczysz, zdajesz maturę, ba! nawet rozszerzoną, idziesz na studia, wypruwasz sobie żyły, kończysz studia, zdobywasz kwalifikacje i wykształcenie, i co? I gówno! Za przeproszeniem.
Słowo 'praca' wywołuje u mnie wysoki poziom frustracji. Tysiące przejrzanych ogłoszeń,a wszystko po to by dowiedzieć się, że pracy dla Ciebie nie ma. A jak jest, to wymagają co najmniej dwuletnie doświadczenie, a przepraszam bardzo gdzie mam je zdobyć, skoro nikt nie chce przyjąć mnie do pracy? Mam sobie je namalować? Bo nie rozumiem. Gdzie i jak mam zdobyć doświadczenie jak nie pracując, a do pracy bez doświadczenia przyjmować nie chcą. Nie mam sił, nerwów na to wszystko! Są osoby, które nie mają wykształcenia, dwie lewe ręce do pracy, a mają takie stanowiska, że są ustawieni do końca życia. A ja? Już mam dosyć siedzenia w domu. Tak bardzo chciałabym zacząć pracować w zawodzie, zdobywać doświadczenie i rozwijać się. Wiem, że mogłabym się poświęcić tej pracy, że dawałabym z siebie maximum. Bo doświadczenie, to nie tylko praktyka, ale też wiedza, zdolności i umiejętności. Ale nikogo to nie obchodzi, nikogo! I tak sobie siedzę, przeglądam te wszystkie oferty pracy i pytam się sama siebie - po jaką cholerę mi te studia, po jaką cholerę to wszystko, skoro nie ma pracy? Nie obrażając tu nikogo - nie zatrudnię się jako kasjerka w biedronce, czy też telemarketerka, bo wiem, że stać mnie na dużo więcej! Nie chodzi mi o pieniądze, ale o pracę, o doświadczenie, o rozwój. Nic, kompletnie nic.
Korzystając z okazji, że jestem znów poza miastem, wybrałam się do naszego urzędu pracy, bo niestety, muszę iść do urzędu tam, gdzie jestem zameldowana. Generalnie długo wahałam się nad rejestracją i szczerze mówiąc teraz też mam mieszane przeczucia. Nie liczę, że cokolwiek mi to pomoże, ale jeśli się uda, będzie fajnie.
Tak czy siak, szukać na własną rękę nie przestanę, choć już mam dość przeglądania tych wszystkich ogłoszeń, które albo nie są w kręgu mojego zainteresowania, albo są tak absurdalne, że aż śmieszne.

Dopisane.
Złość mi przeszła. Frustracja też.
Nie miałam okazji wspomnieć, że ostatnie dwa dni spędziłam poza miastem w towarzystwie małego J. Tak, to taka moja odskocznia od rzeczywistości. I po raz kolejny wyszło mi to na dobre.
A dziś otwieram oczy a za oknem śnieg. W planach kubek ulubionej kawy, głośna muzyka i porządki. A potem gorąca kąpiel i moje mini spa. Czyli nic konkretnego, ale za to tak, jak lubię.
W zależności kiedy Em. wróci z pracy, dziś lub jutro jedziemy obejrzeć jedną salę, pod kątem przyjęcia weselnego. Powoli wszystko rusza, więc póki co jestem spokojna, że ze wszystkim zdążymy, bez zbędnego pośpiechu. Tym bardziej, że przed ślubem czeka mnie obrona magisterki, więc będę spokojniejsza jak wszystko załatwimy przed.
A między Nami jest pięknie, widać jak bardzo decyzja o ślubie wyszła nam na dobre, z czego bardzo się cieszymy. Wiem, że jeszcze przyjdzie na to czas, ale wczoraj przeglądałam już wzory zaproszeń. W dalszym ciągu waham się czy będę je zamawiać czy robić sama, ale śmiechu i wygłupów mieliśmy wczoraj przy tym mnóstwo.
Uciekam do porannej kawy życząc Wam udanego, zimowego weekendu.

niedziela, 6 stycznia 2013

Po raz pierwszy - ślubnie.

Być może któraś z Was zauważyła, a może dopiero zauważy. Ale może od początku...
Z zaciekawieniem i lekką zazdrością w sercu śledziłam Wasze przygotowania ślubne i myślałam sobie, że jeszcze nie moja kolej. Że i owszem, pierścionek na palcu Noszę, ale oboje będziemy czekać na 'odpowiedni' moment. Nie chciałam niczego przyśpieszać, nie chciałam nic na siłę. Pomyślałam sobie, że Nasza miłość nie zmieni się, że zawsze będzie tak samo bezgraniczna i nie ważne czy ślub będzie już, czy za kilka lat. Mimo to, zazdrość, taka malutka, jednak gdzieś tam we mnie była. Aż tu nagle... jest! Nasza data. Nasz październik. Em. podał miesiąc, ja dzień, wspólnie rok i jest. Już. Tak szybko Nam to poszło? Niedowierzałam. I moje największe marzenie, pragnienie stało się tak bardzo realne, na wyciągnięcie ręki a zarazem jeszcze nie mogę uwierzyć w to, że faktycznie już postanowione :)
Radość rodziców, rodziny no i Nasze szczęśliwe, choć nieco zdziwione miny, że już :) Myślałam, że to potrwa, że usiądziemy z kalendarzem, że będziemy się zastanawiać i główkować. Ale tak się nie stało. Wybór daty nie jest tak zupełnie bez znaczenia. Październik jest Nasz, bo oboje mamy w tym miesiącu urodziny. Ja 1.10.a Em. 5.10. Już kiedyś, snując plany, rozmawialiśmy, że fajnie byłoby wziąć ślub pomiędzy Naszymi urodzinami. Em. obstawiał 3.10., żeby było w połowie, ja z kolei obstawałam przy 4.10., bo razem z rokiem, data prezentuje się całkiem fajnie :) Spojrzeliśmy w kalendarz... 04.10.2014 - sobota! No i zaklepane! :) To będzie Nasza data, a październik jeszcze bardziej Nasz :)
Mamy sporo czasu, by wszystko ze spokojem zorganizować. Zaczynamy od nauk przedmałżeńskich w marcu. A potem, ani się obejrzę, a zacznie się ślubny szał :)

I stało się, będę żoną. Żoną.

04 października 2014



"...i ślubuję Ci uśmiech przy porannej kawie,
parasol w deszczu



i stokrotki na wiosnę..."

wtorek, 1 stycznia 2013

Noworocznie.

Jak tam w nowym roku? Jak spędziłyście sylwestrową noc? :) My spędziliśmy ten wieczór we dwoje, jednak znajomi Em. nie przyjechali, ale mimo wszystko wieczór spędziliśmy razem w miłej atmosferze, a to jest najważniejsze. Przed 20 wybraliśmy się na spacer nad Wartę, odpaliliśmy kilka fajerwerków i wróciliśmy do domku dopić Nasze winko. Sponsorem wieczoru był film 'Madagaskar 3', więc troszkę się pośmialiśmy. Koło 22 padłam z okropnym bólem głowy i obudziłam się przed północą. Powitaliśmy nowy rok stojąc wtuleni w siebie na balkonie i wpatrzeni w niebo. Piękne widoki z Naszego czwartego piętra. Za późno zorientowaliśmy się, że mogliśmy wyjść na dach tak jak inni, bo widoki byłyby lepsze. Ale i tak było fajnie. Spokojnie, sympatycznie i we dwoje :) zdecydowanie jeden z najlepszych sylwestrów w Naszym życiu - skromnie, ale równie fajnie.
A teraz powrót do rzeczywistości. Święta za Nami, sylwester za Nami, więc chcąc nie chcąc trzeba się wziąć do pracy. Piątek, sobota zjazd na uczelni. W sobotę test semestralny ze słówek, więc będę miała co robić przez te kilka dni. Trzeba się wziąć, żeby oceny w indeksie wyglądały przyzwoicie. Miałam mieć jeszcze prezentację na seminarium, ale dostaliśmy mejla, że na najbliższych zajęciach zdążymy zrobić tylko sześć prezentacji, a moja jest dziesiąta, więc mam jeszcze czas, a co za tym idzie więcej czasu teraz by zająć się tylko słówkami.
A dziś leniwy poranek, śniadanko, długie przytulańce i pierwszy spacer w nowym roku zaliczony. Na popołudnie planów brak, ale pewnie wezmę się za tłumaczenie słówek, a wieczorkiem być może wpadną moi rodzice odwiedzić Nas i zobaczyć mieszkanie.

Jeszcze raz wszystkiego dobrego w nowym roku! Oby '13' okazała się szczęśliwa! :)
I jak się czujecie o rok starsze? :)