Być może któraś z Was zauważyła, a może dopiero zauważy. Ale może od początku...
Z zaciekawieniem i lekką zazdrością w sercu śledziłam Wasze przygotowania ślubne i myślałam sobie, że jeszcze nie moja kolej. Że i owszem, pierścionek na palcu Noszę, ale oboje będziemy czekać na 'odpowiedni' moment. Nie chciałam niczego przyśpieszać, nie chciałam nic na siłę. Pomyślałam sobie, że Nasza miłość nie zmieni się, że zawsze będzie tak samo bezgraniczna i nie ważne czy ślub będzie już, czy za kilka lat. Mimo to, zazdrość, taka malutka, jednak gdzieś tam we mnie była. Aż tu nagle... jest! Nasza data. Nasz październik. Em. podał miesiąc, ja dzień, wspólnie rok i jest. Już. Tak szybko Nam to poszło? Niedowierzałam. I moje największe marzenie, pragnienie stało się tak bardzo realne, na wyciągnięcie ręki a zarazem jeszcze nie mogę uwierzyć w to, że faktycznie już postanowione :)
Radość rodziców, rodziny no i Nasze szczęśliwe, choć nieco zdziwione miny, że już :) Myślałam, że to potrwa, że usiądziemy z kalendarzem, że będziemy się zastanawiać i główkować. Ale tak się nie stało. Wybór daty nie jest tak zupełnie bez znaczenia. Październik jest Nasz, bo oboje mamy w tym miesiącu urodziny. Ja 1.10.a Em. 5.10. Już kiedyś, snując plany, rozmawialiśmy, że fajnie byłoby wziąć ślub pomiędzy Naszymi urodzinami. Em. obstawiał 3.10., żeby było w połowie, ja z kolei obstawałam przy 4.10., bo razem z rokiem, data prezentuje się całkiem fajnie :) Spojrzeliśmy w kalendarz... 04.10.2014 - sobota! No i zaklepane! :) To będzie Nasza data, a październik jeszcze bardziej Nasz :)
Mamy sporo czasu, by wszystko ze spokojem zorganizować. Zaczynamy od nauk przedmałżeńskich w marcu. A potem, ani się obejrzę, a zacznie się ślubny szał :)
I stało się, będę żoną. Żoną.
04 października 2014
"...i ślubuję Ci uśmiech przy porannej kawie,
parasol w deszczu
i stokrotki na wiosnę..."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Keep calm and write a comment:)