Najpierw trują "Zdaj maturę, dostaniesz się na studia a potem znajdziesz dobrą pracę", ty się męczysz, zdajesz maturę, ba! nawet rozszerzoną, idziesz na studia, wypruwasz sobie żyły, kończysz studia, zdobywasz kwalifikacje i wykształcenie, i co? I gówno! Za przeproszeniem.
Słowo 'praca' wywołuje u mnie wysoki poziom frustracji. Tysiące przejrzanych ogłoszeń,a wszystko po to by dowiedzieć się, że pracy dla Ciebie nie ma. A jak jest, to wymagają co najmniej dwuletnie doświadczenie, a przepraszam bardzo gdzie mam je zdobyć, skoro nikt nie chce przyjąć mnie do pracy? Mam sobie je namalować? Bo nie rozumiem. Gdzie i jak mam zdobyć doświadczenie jak nie pracując, a do pracy bez doświadczenia przyjmować nie chcą. Nie mam sił, nerwów na to wszystko! Są osoby, które nie mają wykształcenia, dwie lewe ręce do pracy, a mają takie stanowiska, że są ustawieni do końca życia. A ja? Już mam dosyć siedzenia w domu. Tak bardzo chciałabym zacząć pracować w zawodzie, zdobywać doświadczenie i rozwijać się. Wiem, że mogłabym się poświęcić tej pracy, że dawałabym z siebie maximum. Bo doświadczenie, to nie tylko praktyka, ale też wiedza, zdolności i umiejętności. Ale nikogo to nie obchodzi, nikogo! I tak sobie siedzę, przeglądam te wszystkie oferty pracy i pytam się sama siebie - po jaką cholerę mi te studia, po jaką cholerę to wszystko, skoro nie ma pracy? Nie obrażając tu nikogo - nie zatrudnię się jako kasjerka w biedronce, czy też telemarketerka, bo wiem, że stać mnie na dużo więcej! Nie chodzi mi o pieniądze, ale o pracę, o doświadczenie, o rozwój. Nic, kompletnie nic.
Korzystając z okazji, że jestem znów poza miastem, wybrałam się do naszego urzędu pracy, bo niestety, muszę iść do urzędu tam, gdzie jestem zameldowana. Generalnie długo wahałam się nad rejestracją i szczerze mówiąc teraz też mam mieszane przeczucia. Nie liczę, że cokolwiek mi to pomoże, ale jeśli się uda, będzie fajnie.
Tak czy siak, szukać na własną rękę nie przestanę, choć już mam dość przeglądania tych wszystkich ogłoszeń, które albo nie są w kręgu mojego zainteresowania, albo są tak absurdalne, że aż śmieszne.
Dopisane.
Dopisane.
Złość mi przeszła. Frustracja też.
Nie miałam okazji wspomnieć, że ostatnie dwa dni spędziłam poza miastem w towarzystwie małego J. Tak, to taka moja odskocznia od rzeczywistości. I po raz kolejny wyszło mi to na dobre.
A dziś otwieram oczy a za oknem śnieg. W planach kubek ulubionej kawy, głośna muzyka i porządki. A potem gorąca kąpiel i moje mini spa. Czyli nic konkretnego, ale za to tak, jak lubię.
W zależności kiedy Em. wróci z pracy, dziś lub jutro jedziemy obejrzeć jedną salę, pod kątem przyjęcia weselnego. Powoli wszystko rusza, więc póki co jestem spokojna, że ze wszystkim zdążymy, bez zbędnego pośpiechu. Tym bardziej, że przed ślubem czeka mnie obrona magisterki, więc będę spokojniejsza jak wszystko załatwimy przed.
A między Nami jest pięknie, widać jak bardzo decyzja o ślubie wyszła nam na dobre, z czego bardzo się cieszymy. Wiem, że jeszcze przyjdzie na to czas, ale wczoraj przeglądałam już wzory zaproszeń. W dalszym ciągu waham się czy będę je zamawiać czy robić sama, ale śmiechu i wygłupów mieliśmy wczoraj przy tym mnóstwo.
Uciekam do porannej kawy życząc Wam udanego, zimowego weekendu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Keep calm and write a comment:)