Dopadła mnie jesienno-zimowa chandra. Generalnie wstałam dziś lewą nogą w złym humorze i czuję się tak jak dzisiejsza pogoda za oknem. I ogólnie zbliża mi się @ więc chyba dalej wyjaśniać nic nie muszę.
Czekam na święta, jak nigdy! Marzę, że sobie odpocznę choć trochę, że będę mogła poleniuchować i pobyć z Em. i w pełni się Nim nacieszyć. Bo ostatnio się mijamy, nie mamy czasu żeby usiąść i tak po prostu pobyć razem. W tym tygodniu mam ręce pełne roboty, bo odrabiam zajęcia z zeszłego tygodnia, więc od poniedziałku do piątku na pełnych obrotach i w weekend mam zajęcia, a nawet nie mam czasu się uczyć. A tu i zaliczenie i tłumaczenie trzeba zrobić i pytam się kiedy to wszystko ogarnę? A no jakoś ogarnę, ale po marudzić trochę muszę. Więc czekam na święta, odliczam dni. Czuję, że w tym roku jakoś tak duchowo bardziej czuję te święta. Być może przez to, że zaczęliśmy chodzić do kościoła i te coniedzielne msze tak na mnie działają? Kiedyś nie wynosiłam nic z obecności w kościele, teraz wsłuchuję się w słowa ewangelii i kazania, rozmyślam. Myślę, że po prostu teraz w końcu dojrzałam do tego by w pełni uczestniczyć we mszy i po raz pierwszy od kilku lat czuję potrzebę pójścia do spowiedzi. Wiara jest sprawą indywidualną, tak jak to, czy chodzimy do kościoła czy nie. Po prostu poczułam potrzebę podzielenia się z Wami tym, co czuję, a czuję, że wiele się we mnie mieniło od strony duchowej, oczywiście w pozytywnym sensie. Dodatkowo, chodzimy na nauki przedmałżeńskie, zostały Nam jeszcze dwa spotkania do końca. Powiem tak, że niektóre rzeczy faktycznie dają do myślenia, ale z niektórymi poglądami wygłaszanymi przez różne osoby absolutnie się nie zgadzam, tak jak z antykoncepcją. Tu też wszystko jest sprawą indywidualną, każdy ma prawo do własnego zdania, własnych wyborów i po prostu w tej kwestii mam inne zdanie i mam do tego pełne prawo. Tak jak słucham niektórych rzeczy, czuję, że marnujemy Nasz czas, i takie samo zdanie ma większość osób na kursie, bo niektóre rzeczy są tak oczywiste, a poza tym jak przychodzi dziewczyna w moim wieku i prowadzi wykład jak wychowywać dzieci... no proszę Was.. Tak na prawdę tylko z jednej katechezy coś wyniosłam, dała mi do myślenia, a reszta to suche fakty, z którymi absolutnie się nie zgadzam, albo po prostu są oczywiste.
Od rana jestem u rodziców i prawdopodobnie zostanę do piątku, bo mam zajęcia do późnego popołudnia i nawet nie mam jak wrócić do siebie. Jak już nie wytrzymam to wezmę auto od taty i pojadę, ale tu jest problem, że żeby u nas zaparkować po godzinie 15 to graniczy z cudem... ale najwyżej postawię na płatnym strzeżonym parkingu i tyle. Jestem rozdarta przez to, że muszę zostawać u rodziców, bo wiem, ile u siebie mam do zrobienia i wszędzie dobrze, ale w domu przecież najlepiej. A jak jadę do rodziców, to dużo muszę ze sobą zabrać a i tak wszystkiego nie jestem w stanie. Więc dzisiaj pewnie zostaję u rodziców, może usiądę i się pouczę, ale znając moje szczęście, to dostanę okres i pójdę spać. Wiem, maruda dziś jestem, ale czasem każdy ma do tego prawo.
Czasami warto ponarzekać:) jak przychodza te dni to mi tez sie nie chce nic:D zapraszam do siebie
OdpowiedzUsuńWcale Ci się nie dziwię, że chcesz sobie pomarudzić, bo jakbym ja musiała zostawić Mariusza i przenieść się do rodziców, choćby nie wiem na jak krótko, to też bym sobie musiała ponarzekać ;)
OdpowiedzUsuńNoo te dojazdy Ci doskwierają...Masz rację, z kościołem jest tak, że to indywidualna sprawa...Ja tak naprawdę pierwsze takie mega duchowe święta to przeżyłam w tym roku wielkanocne...ale to w sumie dzięki Z. Czy teraz też tak będzie to się okaże...Ale czasem warto ich posłuchać...;-)
OdpowiedzUsuńmarudzenie to sprawa która naprawdę pomaga :) więc marudź do woli :D
OdpowiedzUsuń