piątek, 4 października 2013

Październikowo.

Mamy już październik. Tym samym został nam równo rok do ślubu, Naszego najpiękniejszego dnia:) A pamiętam jak zazdrościłam dziewczynom, że są zaręczone i biorą ślub, z nutką zazdrości oglądałam ślubne zdjęcia i czekałam, aż Em. będzie gotowy by poprosić mnie o rękę. Doczekałam się i zaręczyn i ustalenia daty ślubu i teraz od zmiany nazwiska dzieli mnie zaledwie jeden rok, tylko 365 dni:)
Październik to zdecydowanie Nasz ulubiony miesiąc, a niedługo będzie jeszcze bardziej Nasz - nie mogę się doczekać! Plany na weekend są - świętować! Od 4 dni mam już 25 lat, jakby nie patrzeć ćwierć wieku już za mną... czy czuję się staro? Nie czuję się na swój wiek, dla mnie czas zatrzymał się gdy skończyłam 18 lat. Każde kolejne urodziny są jakby ich nie było.  I te cztery dni w roku, mam tyle samo lat co mój Em., który jutro kończy 26! Moje urodziny były w tygodniu, niemalże spędziliśmy je osobno, oboje w pracy, zabiegani i dopiero o 21 kładąc się razem spać, mieliśmy chwilę dla siebie. Dlatego w weekend świętować będziemy podwójnie:) Nie było więc żadnych wątpliwości kiedy wybieraliśmy datę ślubu, to musiał być październik!
Wczoraj w końcu podpisałam umowę o pracę. A ile przy tym nerwów miałam! Kiedy dostałam mejlowo wstępną wersję umowy zmartwiłam się strasznie, bo miałabym zarabiać 20 zł brutto za godzinę, czyli na rękę dostawałabym ok 10-15 zł. Przeliczyłam sobie wszystko i to nawet nie pokryłoby kosztów dojazdów. Byłam strasznie zrezygnowana, bo nie wiedziałam co robić. Nie chciałam rezygnować z tej pracy, tym bardziej, że tak długo szukałam pracy w zawodzie, a z drugiej strony nie miałabym z czego dokładać do paliwa i kosztów materiałów. Przy siedmiu godzinach w tygodniu i przy takiej stawce nie opłacałoby mi się to kompletnie. Jednak po długiej rozmowie z szefową i próbach przekonania jej, że za tą stawkę nie jestem w stanie dojechać a co dopiero mówić o innych kosztach, zgodziła się podnieść stawkę o tyle, że będę dostawała 20 zł do ręki za godzinę. Brzmi lepiej. Ja wiem, że nie jedna osoba chciałaby tyle zarabiać, ale nie oszukujmy się, musiałabym dokładać do tego sporo, a na inną pracę nie mam szans, bo tu mam zajęte trzy dni w tygodniu, a tylko 7 godzin w sumie, więc to wcale nie jest dużo. No ale ostatecznie chyba ustaliłyśmy takie warunki, że wilk jest syty i owca cała.
A dziś wybieram się do biblioteki. Moja promotorka już zaczęła robić nam problemy po oddaniu jej pierwszego rozdziału. Bezpodstawnie czepia się, no ale cóż. Poszukałam dodatkowych książek, pojadę do biblioteki i poprawię moją pracę na tyle, na ile się da. Ale już wiem, że łatwo z nią mieć nie będę, zresztą nikt nie będzie miał z nią łatwo. Ale taki chyba urok promotorów, czepiać się muszą. Szkoda tylko, że nie docenia naszej pracy i ironicznie powtarza, że aby napisać pracę trzeba się oczytać a nie wystarczy przeczytać jednej książki. Denerwuje mnie ta baba strasznie, bo dostała bibliografię z 30 pozycjami do pierwszego rozdziału, więc nie rozumiem jej komentarzy. Nic nie pomoże, tylko powtarza, że trzeba czytać. No kuźwa, jakbym nie czytała! Wrrrrr... lecę do czytelni zanim znów przejdzie mi ochota na samą myśl o tej krowie.

8 komentarzy:

  1. Cieszę się Kasieńko, że dogadałaś się z babką ze szkoły! W Twojej sytuacji, kiedy tyle musisz dojeżdżać to bardzo dobrze, że powalczyłaś;))i nie zrezygnowałaś;))
    Ojj to zapowiada się milutki weekendzio;)) Fajnie :))) Będzie romantiko:))) Ja też lubię październik, jest magiczny :)))
    Hmm u nas na AWFie promotorzy byli super, chyba żaden nie robił problemów, bo nie słyszałam żeby ktoś narzekał...dasz radę! co nie zabije to wzmocni ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi ulżyło, że się dogadałyśmy. Okazała się bardzo w porządku, widzi, że mi zależy, no i jej też zależy, bo to też jej pieniądz:)
      Mam nadzieję, że taki właśnie będzie ten weekend:) romantyczny i miły:) mamy jechać do księdza:)
      No dam radę, dam:) nie mam raczej innego wyjścia:)

      Usuń
  2. o to powoli już myślisz o ślubie, ale Ci fajnie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. To co będziesz teraz robiła? :)
    Jaka praca Cię czeka?
    A rok zleci jak z bicza strzelił! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To mój promotor był naprawdę aniołem :)
    Wszystkiego najlepszego Kasiu dla Ciebie i Twojego Em. Spełnienia Waszych wspólnych marzeń, radości i samych sukcesów! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety promotorzy już chyba w naturze mają to że muszą się czepiać. Mi się ostatnio przyśnił mój promotor i mam nadzieję że to ostatni sen z nim w roli głównej:)

    Ten rok do ślubu przeleci wam błyskawicznie! U nas już 2 lata po ślubie i nie wiem kiedy to zleciało:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluje umowy o pracę :) Ważne że walczyłaś o swoje i się udało:) Jeśli chodzi o promotorów oni tacy już są bardzo się czepiają ale dasz radę. zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń

Keep calm and write a comment:)