Mówią, że im więcej człowiek ma na głowie, tym bardziej jest zmotywowany i zorganizowany. Chciałabym to zaobserwować u siebie, nauczyć się organizacji, podzielić czas by na wszystko go wystarczyło... póki co moja doba jest za krótka a czas pędzi za szybko.
Praca. Niektóre z Was już wiedzą, że dostałam pracę i w końcu w zawodzie! I to w piątek 13-tego:) bardzo się cieszę, bo to dla mnie w końcu pierwsze doświadczenie no i pierwsza pozycja do wpisania w CV a potem szukanie kolejnej pracy będzie już łatwiejsze:) Praca mi się podoba, bo lubię to, co robię - uczę angielskiego. Pracuję trzy dni w tygodniu popołudniami, na razie może godzin nie mam zbyt wiele, ale mam nadzieję, że z czasem będzie ich więcej. Mam i grupy i zajęcia indywidualne głównie z dzieciaczkami ze szkoły podstawowej. Jedynym minusem nowej pracy są dojazdy, mam 40 km w jedną stronę... Na razie rozwiązaliśmy to tak, że choć mamy dwa auta, dojeżdżać codziennie nie będę, bo szkoda mi paliwa, więc te trzy dni w tygodniu jestem u rodziców. Mało mi się to podoba, ale cóż, przynajmniej na razie póki kwestie finansowe nie są jeszcze sprecyzowane, muszę się jakoś pomęczyć.
Na początku myślałam, że uda mi się pogodzić obie prace, tą u wujka w biurze i tą w szkole językowej, ale ostatecznie zdecydowałam się na jedną, bo dwóch srok za ogon na dłuższą metę ciągnąć się nie da, a mam jeszcze studia.
Właśnie, studia. Wczoraj miał być plan i dupa. Jest, ale nie kompletny i nadal nie wiem jakie przedmioty w jakie dni i z kim. Pierwszy zjazd w ten weekend i modlę się, żeby nie dali nam seminarium w ten weekend, bo wtedy leżę i kwiczę! Na pierwszych zajęciach musimy oddać pierwszy rozdział pracy, a mój z 10 stron ma na razie 1 :( siedziałam nad tym dwa dni i nie wiem kiedy i jak to wszystko ogarnę w takim tempie...
Weekend minął szybko, jak zawsze. Sobotę spędziliśmy w domu, po południu wybraliśmy sie na ciacho i herbatkę na stary rynek. W niedzielę od rana zebraliśmy się na grzyby i znów całkiem sporo udało nam się uzbierać.Po południu pojechaliśmy do teściów, ucieszyli się z grzybów. I tak nam minął praktycznie cały weekend.
Ostatnio na wszystko brak mi czasu, chodzę rozdrażniona, może też przez okres, ale ostatnie dni do łatwych nie należały. A już wczoraj to chyba było jakieś apogeum, bo wszystko się sprzysięgło przeciwko mnie. Od rana pojechałam do biblioteki zeskanować sobie książki potrzebne do pisania mgr, zasiadłam przed skanerem i olśniło mnie, że wszystko ładnie pięknie, ale nie zabrałam pendriva. No myślałam, że mnie krew zaleje. Przebiegłam pół miasta w poszukiwaniu pendriva i w końcu udało mi się kupić więc pędem z powrotem do czytelni żeby zeskanować książki. Wróciłam do domu, spakowałam się i pędem do pracy. Jak już dojechałam na miejsce uświadomiłam sobie, że nie zabrałam torby z materiałami na zajęcia. Myślałam, że usiądę na chodniku i zacznę ryczeć jak bóbr. Ale telefon do M., który akurat był w domu i nie miał wyjścia, musiał mi torbę przywieźć. Więc część lekcji improwizowałam, a na drugą część M. już zdążył mi dowieźć materiały. Z ulgą dojechałam do rodziców i czekałam żeby tylko ten dzień się skończył. Za dużo jak na jeden dzień.
Dziś od rana przygotowuję się na kolejne zajęcia, a przed zajęciami jeszcze wpadnę w odwiedziny do mojego przyszłego chrześniaka:) I mam dylemat, bo nie wiem czy zostać dzisiaj jeszcze u rodziców i wrócić dopiero jutro po pracy, czy wrócić dziś. I w dalszym ciągu nie wiem co z moją seminarką... eh, oby to nie było w ten weekend, bo nie wiem jak się wyrobię.
z czasem wszystko ogarniesz:)
OdpowiedzUsuńSpokojnie...takie dni są najgorsze, ale dobrze że mijają.... zorganizujesz się, potrzeba czasu ;-)):*
OdpowiedzUsuńKochana na pewno czas sobie pomału zorganizujesz:P gratuluje pracy ciekawe kiedy ja znajdę prace oby nie długo. zapraszam do siebie
OdpowiedzUsuńjejku jakbym czytała siebie, naprawdę chyba ten czas coś za bardzo przyspiesza;/
OdpowiedzUsuńogromnie gratuluję!!! sama niedawno dostałam Pierwszą Poważną Pracę :P więc wiem co czujesz :)
OdpowiedzUsuń