poniedziałek, 3 grudnia 2012

Odnaleźć szczęście.

Odnaleźliśmy szczęście. W szarej codzienności zagubiliśmy się obydwoje, przestaliśmy rozmawiać i słuchać siebie nawzajem. Tak niewiele brakowało żeby zaprzepaścić to, co Nas łączyło. Nasza miłość, która jest przecież bezgraniczna, cokolwiek by się nie działo. Tylko oboje o tym zapomnieliśmy. Na szczęście szybko udało Nam się odnaleźć. I znów jest między Nami pięknie, jest namiętność, są emocje i miłość wszechobecna. W Naszych oczach znów jest to światełko, iskierka, która powoduje, że świat już nie jest szary, ale pełen kolorowych barw. I Nasze plany są już Nasze, nie moje, nie Jego, ale Nasze. Wspólne. On zrozumiał, że trzeba rozmawiać, nawet na trudne tematy, a ja zrozumiałam, że wszystko przyjdzie w swoim czasie, że nie da się niczego przyśpieszyć. Odnaleźliśmy Nasze szczęście.

Sobotę spędziłam u mojej chrzestnej z małym J. Lubię tam przebywać. Jest to miejsce, w którym mogę odpocząć, w którym czuję się jak u siebie. Obecność małego J. sprawia, że wszystkie problemy z dorosłego życia przestają istnieć. Taka mała istotka a daje tyle radości! Jest lekarstwem na całe zło! Spędziliśmy razem fajny dzień. W niedzielę obudził mnie głos małego J.: "A gdzie jest Lena? Gdzie śpi Lena? Idziemy zobaczyć do Leny." I od razu człowiek wstaje z uśmiechem na twarzy, bo widok uśmiechniętej mordki od samego rana jest bezcenny :) Długi, piżamowy i leniwy niedzielny poranek zakończył się wraz z przyjazdem Em. Mały J. najpierw bacznie obserwował, a po minucie już rozgadany zaprosił Em. do swojego pokoiku i chłopcy zaczęli się bawić. Mały J. nazywa mojego Em. "kolejny Em.". Tak sobie wymyślił, bo w mojej rodzinie są trzy osoby o tym samym imieniu i mały żeby odróżnić, który Em. jest który, musiał sobie jakoś pomóc. Jest to urocze! Chłopcy zdążyli rozbawić się na dobre, J. stwierdził z przekonaniem, że Em. pójdzie z nim pobawić się na śniegu, zapomniał tylko o kwestii, że jeszcze tego śniegu nie ma :) Prawie się rozpłakał, kiedy zebraliśmy się do wyjścia. Ale obiecaliśmy, że niebawem znów przyjedziemy. Dostaliśmy na do widzenia całuski, piąteczkę i żółwika.
Niedzielny obiad mieliśmy zjeść u rodziców Em., a że mieliśmy jeszcze trochę czasu, wybraliśmy się na spacer nad jezioro. Szybki spacer, bo było strasznie zimno! Już czuć zbliżającą się zimę, tylko zastanawiam się, kiedy do nas zawita? Mimo wszystko, spacer oczyścił atmosferę i w dobrych nastrojach pojechaliśmy do teściów. Po południu wpadliśmy również na chwilę do moich rodziców, a potem szybkie zakupy, by jeszcze niedzielny wieczór pobyć trochę ze sobą. Tak więc z kubełkiem gruszkowego sorbetu spędziliśmy wieczór w swoich ramionach. Nie da się ukryć, że bardzo Nam tego brakowało!


J: Co to jest - siedzi na drzewie i wygląda jak wiewiórka?

Lena: Hmmmmm... nie wiem.

J: Wiewiórka! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Keep calm and write a comment:)