Prawie tydzień czekała w mrozach na balkonie. Czekała z niecierpliwością, aż wniesiemy ją do domu, zawiesimy ozdoby, zapalimy lampki. I się doczekała! Nasza pierwsza, wspólna i wyczekana choinka :)
Poza tym, święta już tuż tuż :) A we mnie jakaś nienazwana radość, której już dawno nie było w kwestii świąt. Może dlatego, że od zeszłych świąt nie są to dla Nas już tylko zwykłe święta? A może też dlatego, że mamy choinkę, a cały weekend pachniało u Nas pierniczkami? Sama nie wiem, ale cokolwiek to jest, niech trwa jak najdłużej :)
Niestety ja nadal churchlam i smarkam i aż się Misiatemu udzieliło, bo od wczoraj niestety ma to samo, co ja :( Nafaszerowałam go lekarstwami i mam nadzieję, że się to u Niego aż tak bardzo nie rozwinie jak u mnie. Oby święta jednak były zdrowe, bo ja od wczoraj przechodzę 'ostatni' etap mojej choroby, ale chyba najgorszy - nie mam smaku ani węchu, a to dla mnie katastrofaaaa! Wszystko smakuje jednakowo, nijak... aż nie mam apetytu na samą myśl, także mam nadzieję, że szybko minie.
Uciekam już ogarnąć trochę pokój i pozostaje mi czekać na mojego Em. Już ja się Nim zajmę jak tylko wróci! Cytryna, miodek i inne specyfiki czekają w pogotowiu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Keep calm and write a comment:)